środa, 8 maja 2013
Od Winry - Jak ja się tu znalazłam...?
Śmieci. Śmieci. Śmieci. I jeszcze raz,śmieci.
Moja pani gdzieś wyszła,a ja głodowałam,bo nie mogłam sobie wsypać Puriny (skończyło się na rozsypaniu wszystkiego po podłodze. A jedzenie z dywanu smakuje nie najlepiej...)do miski,o łososiu,który był na samym szczycie tego wielkiego coś,co pani nazywa lodówką,już nie mówiąc. Tak więc wymknęłam się na małe polowanie. Niestety,po drodze dwa znajome londyńskie złodziejaszki,czarne dachowce,przeklęte kocury,gdy złapałam jakąś mysz odebrali mi ją,zagonili na śmietnik i kazali mi z niego jeść,rozkoszując się moją myszką i stróżując.Jestem głodna,a nie zamierzam jeść starego pączka!
Nagle...
Niebieski samochód mignął na ulicy z drugiej strony alejki. Siedziała w nim...Moja pani!
Zlazłam ze śmietnika(po drodze zostawiając kolejną bliznę po drapnięciu na ciele jednego z kotów)i pobiegłam w przeciwną stronę alejki. Moja pani jechała prosto,drogą,a ja wylazłam z tej ślepej uliczki i weszłam w drugą,w której murze była spora dziura. Przecisnęłam się pod nią,i natychmiast znalazłam się pod tarasem mojego domu. Weszłam na schodki,przeszłam przez taras i weszłam do domu małymi drzwiczkami dla zwierząt. Wylizałam się, i w ostatniej chwili moja pani weszła do domu. Ja drzemałam jak gdyby nigdy nic. Nagle pani mnie podniosła,przytuliła i wykrzyknęła coś w rodzaju:
-Och,tak bardzo się cieszę! Wyjeżdżamy do Polski,kochana!
Do...Czego?
***
Otworzyłam oczy. Samolot. Aha. Czyli to jeszcze nie tu. Zamknęłam znów oczy i osunęłam się w otchłań snu.
***
Pani wprowadziła mnie do małego domku. Był urządzony dość skromnie,ale zawsze coś.Dwa zielone fotele,brązowy stolik do kawy, żółto-pomarańczowe ściany i duża kanapa. No i oczywiście drobny dodatek-telewizor. Były jeszcze trzy pokoje-kuchnia,łazienka,i sypialnia. Opiekunka rozłożyła moje rzeczy,a że było późno,wślizgnęłam się do pokoju pani,gdzie było moje legowisko,i zasnęłam.
***
Nazajutrz na śniadanie przyszła do nas jakaś inna dziewczyna, z...kotem. To była kotka, czarna, z interesująco zielonymi oczami. Usadowiła się koło fotela,na którym siedziała jej opiekunka. Ja usadowiłam się koło fotela mojej. Patrzyłyśmy na siebie chwilę, potem czarna kocica zaczęła:
-Jesteście tu nowi,nieprawdaż?
Zaniemówiłam przez chwilę,a potem nieśmiało odparłam:
-Ee...Tak.
Następnie zbliżyłam się trochę,i zbierając się na odwagę oraz zachowując londyńskie maniery, odrzekłam:
-E...Winry,kot ragdoll,miło mi.
-Sadza,rosyjski niebieski. Masz bardzo interesujący akcent,wiesz?
-O..Dziękuję. Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
-Hm. Fajnie.
-Są tu inne koty?
Sadza tylko tajemniczo na mnie spojrzała, i nie mam pojęcia,jak wydostałam się z domu, i dreptałam za kotką. Widząc,że byłam trochę niepewna swych kroków, mruknęła:
-Chodź za mną. No chodź,nic ci się nie stanie.
Zaczynam powoli żałować wyprowadzki z Londynu...
<Sadza?Co chcesz zrobić?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz