czwartek, 23 maja 2013

Od Swift - CD historii Tony'ego



Popatrzałam na niego. Nie powiem fajny był, najfajniejsza i najciekawsza osoba jaką znam w stadzie.
-Jesne, czemu nie.-Powiedziałam. I popatrzalam mu w oczy.
-To gdzie chciałabyś pójść?-Zapytał.
-Wiesz... Mi to obojętnie...-Odpowiedziałam.-Może chodźmy przed siebie... -Powiedzialam z lekkim uśmieszkiem.
-Okey.-Odpowiedział.
Więc poszliśmy... Gadaliśmy o różnych rzeczach.Fajnie było.
Po kilku minutach drogi oraz rozmowy doszliśmy do jakiegoś lasu...
Był inny...Taki ciemny...
-Idziemy dalej?-Zapytał Tony.
Rozejrzałam sie...
-Czemu by nie nie wygląda na niebezpieczny.-Odpowiedziałam i weszłam do lasu, Tony poszedł za mną.Szliśmy przez las.
-Troche tu strasznie.-Powiedziałam.
-Nie martw sie, tu niczego nie ma...-Powiedział.
Szliśmy głębiej w las.Po kilku minutach zrobiliśmy sobie przerwe.
Rozejrzałam sie...
-Tony...-Zaczełam.
-Tak?-Powiedział.
-Wiesz może jak stąd wyjść?-Zapytałam.Drzewa wokół nas były takie same.Wszystko było tkie same.
-eee...Tak to chyba stamtąd-Powiedział i wskazał łapą przed siebie.-nie nie to stamtąd.-Powiedział i wskazał w drugą strone...
-Wiesz co...Szczerze mówiąc troche sie boje.-Powiedziałam.
Nagle zza krzaków było słuchać warczenie...
<Tony co to? x.x jak cos to sorka bo mała załaka w realu i brak weny >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz