piątek, 27 grudnia 2013

czwartek, 26 września 2013

Od Sadzy - CD historii Stefana

Wychodząc na zewnątrz zauważyłam, że wczorajsza groźna śnieżyca przez noc zmieniła się w leciutką "mżawkę". Mimo to nadal było bardzo mroźno. Stefan pierwszy wyskoczył z kwatery zapadając się po łebek w białym puchu, ja natomiast zsunęłam się po belkach następnie delikatnie stąpając po śniegu. W przeciwieństwie do kolegi, który tarzał się jak kocię szłam powoli by się nie zapaść ;3 W chwili mojej nieuwagi Stefan skoczył na mnie zwalając mnie z łap. Również byłam mokra. Spojrzałam na niego gniewnie i otrzepałam się z śniegu, potem zaczęłam się myć.
- Sasaa... pousz i - usłyszałam bełkot kocura. Podniosłam zdziwiona łebek i zaczęłam się rozglądać.
Stefan był przymrożony językiem do dużego sopla lodu. Z olbrzymim uśmiechem na pysku podbiegłam do niego.
- Możesz powtórzyć? - zapytałam o mało nie pękając ze śmiechu.
- Pousz! - wyseplenił.
- Pomyślmy, pomyślmy... - powiedziałam z złośliwym uśmieszkiem. - Uargumentuj mi, dlaczego?
- Susa bledze sle maltwlc. - odparł, zrozumiałam to "Zuza będzie się martwić"
- Oj tam. Przecież jestem drugim Stefanem. Stefania ;3 Zuza na pewno mnie polubi. - zaśmiałam się zgryźliwie, na co on tylko zabuczał. Rozglądnęłam się w około poszukując czegoś twardego i płaskiego jak na przykład; kamień. Gdy już znalazłam szybko do niego podbiegłam i zaczęłam ostrzyć w miarę możliwości pazurki.
- Ne odhod! - krzyknął kocur, lecz nie zważając na to kontynuowałam zajęcie. Jak na złość musiał zawiać wiatr, unosząc drobinki śniegu oraz sypiąc je wprost w moją twarz. Kichnęłam, na co Stefan się zaśmiał co brzmiało komicznie xd Z naostrzonymi pazurami podbiegłam do sopla przy którym stał.
- Nie ruszaj się. - powiedziałam i zaczęłam skrobać lód.
Szło mi to o wiele wolniej niż myślałam. W filmach, które oglądała Patrycja jako dziecko koty pazurami przecinały szkło, żeby okraść bank czy coś, a ja nawet nie potrafię rozłamać szkła. Stefan zaproponował żebym poszła po pomoc, ale ja tak łatwo się nie dałam. Ze złości walnęłam łebkiem w lód, który przełamał się na pół.
- Widzisz? Po co byłaby nam pomoc. - machnęłam dumnie ogonem.
- A telaz odcep to. - odparł pokazując na dość duży kawałek sopla.
- Hm... Chodźmy może do Zuzy? Ona Ci to jakoś odczepi. - dodałam. Kocur pokręcił głową na "tak" więc ruszyliśmy.

~droga do domu Stefana~

Stojąc przed domem Stefana myśleliśmy jak samiec ma się zachować, gdy wejdzie do domu. Nie wiadomo co pomyśli sobie Zuzanna, gdy go zobaczy.
- To mose wsoce od lazu na kolala? - zaproponował co było dość dobrym pomysłem.
- Taaak... I bądź taki przygnębiony. - dodałam z uśmiechem. W sumie jego właścicielka od razu powinna się zorientować, że coś dolega jej pupilowi. - No leć już.
Stefan przecisnął się pod płotem i wskoczył do domu przez okno. Pewnie właściciele zostawili je otwarte specjalnie, by mógł wskoczyć. W końcu... Kto zostawia otwarte okna w zimę? Stojąc tak patrzyłam przez chwilę na obraz za szybą (okna). Widziałam jak Stefan wskakuje na kolana Zuzy, potem ona przez chwilę go głaskała aż zauważyła sopel. Chwyciła kota pod pachę i zniknęła wgłąb domu. Kocur z każdą chwilą coraz bardziej mi się podobał. Chyba się zakochałam...

Nie wiem ile czasu minęło, ale w końcu Stefan wrócił. Był zdziwiony, że wciąż czekam.
- Ty cały czas tutaj siedziałaś?
- E tam... Parę minut.
- Sadzo minęła chyba godzina. - powiedział zdziwiony lecz szło wyczuć śmiech w jego słowach.
- Ojć. - zaśmiałam się. - Dobra mniejsza z tym. Jak tam poradziła sobie Zuza?

<Stefan, dokończ ;3>

Od Lily

Dzisiaj, bardzo wcześnie rano obudził mnie hałas dochodzący od kuchni i salonu. Przeciągnęłam się i zeszłam z legowiska na parapecie, gdzie najczęściej zasypiam, patrząc na zachód słońca, i ze zdziwieniem zobaczyłam, że nie ma tam żadnych rzeczy. Zabrano nawet moje miseczki! Były tylko wieeeelkie pudła. Wróciłam do mojego kocyka na parapecie i bardzo się przestraszyłam, kiedy Pani go zabrała i wsadziła do mojego transportera. Potem wsadziła do niego również mnie! Na szczęście było tam kilka granulek karmy, które od razu zjadłam, bo byłam niesamowicie głodna.
Pani chwyciła transporter i postawiła na tylnym siedzeniu samochodu. Nie, tylko nie to! Nie chcę do tego mężczyzny w białym fartuchu! Nie chcę żeby znowu mi coś wkuwał!
W panice przeraźliwie miauczałam, przez co Pan pakujący ostatni karton do bagażnika musiał na mnie tupnąć. Nigdy tego nie robił, to dziwne. Położyłam się wygodnie na kocyku i tylko niespokojnie oddychałam.
*
Przespałam większość jazdy. Kiedy Pani wyniosła mój transporter i postawiła na podłodze obok samochodu, ze zdziwieniem zobaczyłam ceglany dom, zamiast pomarańczowego wielkiego budynku, przed którym tłoczą się właściciele z ich psami.
Pan i Pani w końcu wszystkie pudła zanieśli do tego domu, na końcu przyszli po mnie. Przez kratę widziałam wnętrze domu, było puste - nie licząc kartonów. Wypuszczono mnie do pokoju, w którym były już moje miseczki... i mój ukochany drapak! Szybko na niego weszłam, a, że był przy oknie spoglądałam z góry na drogę. Na parapecie położono moje legowisko, więc wskoczyłam na nie.
I leżałam tak, patrząc, dopóki Pani po mnie nie przyszła. Wypuściła mnie z pokoju i zaprowadziła przez cały dom, aż na tyły, gdzie wyszliśmy przez drzwi na słoneczny taras. Pan piekł mięso, czułam to. Mam nadzieję, że coś dostanę? I dostałam. Kawałek kiełbaski i ugotowaną marchewkę. Kiedy się najadłam wskoczyłam na stolik, a potem na płotek otaczający taras. Zobaczyłam, że dalej jest ogród.
- Kici kici. - Zawołała mnie pani. Przybiegłam do niej i chciałam wskoczyć na kolana, kiedy ona wstała z krzesła i, zachęcając mnie, zeszła schodami do ogrodu. Było oczywiste, że poszłam za nią.
Mieliśmy oczko wodne!! I były w nim ryby! Próbowałam je złapać, kiedy Pani je karmiła, ale o mało bym nie wpadła do wody, więc zaprzestałam próbowania. Kobieta poszła wróciła do domu po leżak i rozłożyła go przy oczku, zakładając okulary słoneczne i zaczęła czytać książkę.
Ja więc odeszłam od niej, nie mogąc opanować ciekawości. Ten ogród jest taaki duży! W domu w ogóle nie mieliśmy ogrodu. A właśnie... Kiedy my wrócimy do domu...?
- Kim jesteś? - Usłyszałam czyiś groźny głos. Odwróciłam się, strosząc sierść. Był to syjam, chyba kotka.
- Jestem Lily. - Powiedziałam uprzejmie mimo strachu. Tak mnie wychowano. - Przyjechałam tu z Panią i Panem.
- W odwiedziny czy coś...?
- Nie. Chociaż, nie wiem. To dziwne, bo przyjechali z dużymi pudłami.
- Więc to twój nowy dom. - Byłam zszokowana! Tak, jest tu ładnie, ale tęsknię za domem... To znaczy, już byłym domem... - Poza tym mam na imię Natalie. Czemu nie jesteś ze swoją matką?
- Bo jej... nie mam... - Przypomniałam sobie scenę, kiedy mama wpadła pod samochód, żeby odgonić od niej mojego brata... - Zginęła.
- Aha. - Powiedziała, niezainteresowana.
- A ty gdzie mieszkasz?
- Nie daleko, czasami tu przychodziłam, żeby zobaczyć te ryby. - Pokazała na staw. - Ale już nie będę, jeżeli ten teren jest już zajęty... Znasz tu kogoś?
- Nie, nikogo. Chyba że ryby się liczą.
- To chodź za mną. - Zeskoczyła z płotu.
Co? Mam przeskoczyć dwumetrowe ogrodzenie?
- No idziesz? - Odezwała się obok mnie.
- O Boże! Nie strasz mnie! - Odetchnęłam.
- Chodź. - Powiedziała i wyszła przez małą dziurę w płocie, ukrytą za krzakami.
Poszłam za nią.
*
Natalie zaprowadziła mnie do jakiejś chatki na drzewie - oczywiście musiała mi trochę pomóc się wspiąć, bo dzień przed tym miałam tępione pazurki.
Kiedy weszłam, zobaczyłam siedzącą na jednej z poduch niebieską kocicę.
- Spotkałam takiego malucha. - Natalie pchnęła mnie w jej stronę. - Nie zna tu nikogo, dopiero się przeprowadzili. I tęskni za domem.
- Nie mówiłam czegoś takiego! - Obruszyłam się.
- A nie tęsknisz? - Spytała leżąca kotka.
- No... tęsknię. - Przyznałam.
- Mam stado, może chciałabyś się przyłączyć? Nie byłabyś sama. - Zaproponowała.
Chwilę się zastanowiłam.
- Tak. A na pewno mogę?...
Kotka podniosła się i otarła się o mnie uspokajająco.
- Oczywiście.
- Dziękuję, dziękuję! - Skoczyłam na nią, czego się nie spodziewała, więc upadła. - Przepraszam, przepraszam!
- Nie przejmuj się tak. - Uśmiechnęła się. - W stadzie jest inna mała kotka, Luna, musisz ją poznać! Ale teraz odprowadzę cię do domu, żeby twoi właściciele się nie martwili.
Tak trafiłam do SKT :)

Nowy kociak - Lily!

Lily

wtorek, 10 września 2013

Od Stefana - CD historii Sadzy

Powrót do domów po śnieżycy był katuszem. Gęsty, mokry śnieg niesiony wiatrem kłębił się na wszystkie strony, wpychając mi się do uszu i oczu. Sadza raz po raz przytulała się do mnie z drżeniem, nie odczuwałem tego tak bardzo, ponieważ mam gęste futerko. Po za tym, nieraz sypiałem w ogrodzie, na kwiatach Zuzi czy też ławeczkach w parku, więc byłem zahartowany. Po jakimś czasie Sadza zaproponowała, byśmy poszli do kwatery, chętnie się zgodziłem, bo zmoczone wąsy poczynały mi marznąć. Gdy już byliśmy na miejscu, nastąpiłem na rozbite szkło rozcinając sobie lekko łapę. Potem wraz z Sadzą wyszliśmy do kwatery i usiedliśmy na kocach. Przynajmniej ja, bo kotka położyła się na poduszce i zamknęła oczy. Otuliłem ją niezgrabnie kocykiem.
- Dziękuje. - Szepnęła zmieszana Sadza.
- Coś za dużo razy mi dziękujesz. - Zaśmiałem się serdecznie wsuwając pod koc. - Mmm... Ciepełko.
- Hehe. - Zachichotała kotka i zaczęła lizać łapkę. Przyjrzałem się jej z zaciekawieniem po czym spytałem:
- Co Ci się stało?
- Nic, to tylko mała ranka. - Mrugnęła jednym okiem.
- Nastąpiłaś na to szkło niedaleko drzewa? - Zagadnąłem ją.
- Tak, a skąd to wiesz? - Zapytała zdziwiona Sadza.
- Bo ja też. - Odparłem chichocząc. Kotka zaraz do mnie dołączyła, dziwnie było śmiać się z własnej i cudzej krzywdy.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - Zadała kolejne pytanie mrużąc oczka i ziewając.
- Nie chciałem wyjść na sierotę. - Zapeszyłem się. - A ty?
- To samo. Bałam się, że uznasz mnie za jakiegoś mięczaka, gdy zacznę gadać "Jestem ranna!" itp.
- Ale z nas ciamajdy. - Stwierdziłem pod koniec.
- Nie inaczej. - Przytaknęła. Dziwne... znamy się zaledwie parę dni, a tak świetnie się rozumiemy. Sadza zerknęła ciekawie za okno. Stwierdziła cicho iż jest ciemno i nie opłaca się wracać do domów w tą śnieżycę. Rozmawialiśmy na to i owo jeszcze przez jakieś 10 minut, a potem zacząłem starannie wylizywać futerko. Sadza także się tym zajęła i po chwili byliśmy czyści i pachnący.
- Robi się coraz zimniej. - Miauknęła zdegustowana... no cóż. Kocyki nie były super-szczelne.
- Racja.
- Wiesz co... Albo i nie. - Zaczęła, ale nie skończyła rumieniąc się.
- Sadzo, powiedz. - zachęciłem ją muskając jej nos ogonem.
- No dobra, ale się nie śmiej... - zagroziła poważnie. - Przyszło mi do głowy, że gdybyśmy leżeli obok siebie tak wiesz, pod jednym kocem byłoby nam cieplej w nocy... - szepnęła po raz kolejny zmieszana.
- No wiesz... - zająknąłem się. - Mi by raczej nie przyszła odwaga o to zapytać...
- Czyli nie? - Spytała z miną pełną przerażenia.
- Kotkom się nie odmawia... - Uśmiechnąłem się niepewnie. Sadza odetchnęła ulgą i przesunęła się na poduszce robiąc dla mnie miejsce. Wygrzebałem się z pod własnego koca i wskoczyłem pod towarzyszki.
- Hm... Cieplej niż u mnie. - Stwierdziłem ugniatając energicznie legowisko. Po chwili zwinąłem się i zamknąłem oczy.
- Ej - oburzyła się - już idziesz spać?
- Wolisz, żebym ci towarzyszył? - Posłałem jej miłe spojrzenie rozciągając łapki.
- Tak. - Uśmiechnęła się szeroko.
- Okej. Zagrajmy w grę... - zacząłem.
- Jak z jakiegoś horroru, który oglądała Pati.
- Chyba kojarzę. - Puściłem jej oczko.
- Więc co to za gra? - Spytała zaciekawiona.
- "Co by było gdyby..." Zadajemy sobie nawzajem pytania. Zaczynasz?
- Mhm... Co by było gdyby ogolono cię na łyso.
- Pojechałbym do Egiptu i udawałbym sfinksa.
- Musiałbyś nabawić się jeszcze zmarszczek. - Powiedziała chichocząc. Skrzywiłem się do niej paskudnie.
- Co by było gdyby goniły cię Dwie Święte Krowy?
- A co to?
- Takie dwie wredne plotkary z sąsiedztwa. Zawsze o wszystkim wiedzą pierwsze. No i machają laskami na wszystko co ma cztery nogi lub dwie i mniej niż 1,30 metra wzrostu. - Westchnąłem żałośnie wspominając bolący bok gdy kiedyś chciałem otrzeć się o nogę babuni, która przechodziła obok ogródka.
Pobawiliśmy się jeszcze trochę w CBBG i zasnęliśmy mocnym snem. Obudziło nas dopiero poranne słońce. "Na szczęście zamieć już przeszła" - przemknęło mi przez myśl. Wtedy zorientowałem się... że prawie leżę na Sadzy. Drgnąłem lekko i obudziło to kotkę.
- Złaź za mnie ty ciężki klocu... - wciągnęła mocno powietrze i zrzuciła mnie ze swojego brzucha. Położyłem się na grzbiecie i rozprostowałem łapy mrużąc oczy. Po chwili usiadłem i gapiłem się na zaspaną Sadzę.
- Pachniesz całkiem jak ja. - Zacząłem mruczeć. Zrobiła minę umarlaka i zaczęła się myć.
- Nie zmywaj się jeszcze. - Poprosiłem ją nieśmiało.
- Co? Czemu?
- Bo teraz.... to tak jakbyś była drugą Stefanią. - Uśmiechnąłem się. Kocica pacnęła mnie w głowę łapą, a ja wskoczyłem na parapet. Odsunąłem delikatnie koc zasłaniający okno i zacząłem przyglądać się widnokręgowi. Teraz padał leciutki śnieżek, było mroźno, bo z daszku kwatery zwisały duże sople. Wyjrzałem na świat z drzwiczek i zręcznie skoczyłem na ziemię. Jakie było moje zdziwienie gdy zamiast twardo wylądować, tylko chrupnęło i zapadłem się aż po szyję w śniegu. Sadza, która była dużo lżejsza ode mnie zsunęła się po belkach i delikatnie stawiała kroki po zmrożonej powierzchni, że się nie załamywała. Zanurkowałem w śniegu i wytarzałem się w nim jak kocię, potem ze zmechaconym futerkiem wyskoczyłem nagle na kotkę i zwaliłem ją z łap. I Sadza także była mokra, wtedy zainteresował mnie pewien sopel zwisający z belki. Był znacznie większy ode mnie i bardzo gruby. Nie mogąc oprzeć się pokusie polizałem go językiem. A najgorsze było to, że nie mogłem go odkleić...
- Sasaa... pousz i - wybełkotałem krzywe "Sadza, pomóż mi"

<Sadza? Nie będę stał przy soplu przez całą zimę xd>

niedziela, 8 września 2013

Od Sadzy - CD historii Stefana

Propozycja Stefana była mi na łapę. Moje rzadkie pod względem gęstości futro nie chroniło mnie przed zimnem więc przeziębienie miałam już załatwione.
- Jeżeli nie sprawia Ci to problemu to dziękuję. - powiedziałam zawstydzona.
- Nie ma sprawy. - odparł, następnie ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Całą drogę strasznie marzłam więc co krok przysuwałam się trochę do Stefana. Mimo iż jest tej samej rasy co ja futro miał bardziej gęste i miękkie ;3 Śnieg padał coraz bardziej, a wiatr z każdą chwila przybierał na sile. Nie spodziewałam się, że w kilka godzin może rozpętać się taka śnieżyca, a do tego na wsi! Szliśmy wytrwale, chodź ciężko nam to przychodziło, w połowie drogi byłam już zmęczona.
- Chodźmy może do kwatery. - zaproponowałam.
- Dobry pomysł. - odparł.
W drodze do kwatery przyspieszyliśmy kroku więc znaleźliśmy się tam w niecałe 5 minut. Niestety śnieg przykrył potrzaskaną szklaną butelkę, na którą się nabiłam. Wdrapywanie się po drzewie było dla mnie prawdziwą męczarnią. Oczywiście ani razu nie jęknęłam, nie chciałam wyjść na mięczaka przy Stefanie.
- Nareszcie. - odsapnął kocur siadając na jednej z poduszek.
- ... - ja nic nie mówiąc usiadłam naprzeciw niego. Stefan wziął w pyszczek jeden z koców i niezdarnie, lecz uroczo przykrył mnie nim. - Dziękuję. - szepnęłam zawstydzona.
- Coś za dużo razy mi dziękujesz. - zaśmiał się również się przykrywając. - Mmm... Ciepełko.
- Hehe. - zachichotałam wyciągając przed siebie przednią ranną łapę, bałam się, że wda się zakażenie, czy coś więc zaczęłam ją czyścić.
- Co Ci się stało?
- Nic, to tylko mała ranka.
- Nastąpiłaś na to szkło niedaleko drzewa?
- Tak, a skąd to wiesz. - zapytałam zdziwiona.
- Bo ja też. - odparł również wyciągając przed siebie ranną łapę. Bycie rannym nie jest zabawne, ale my zaczęliśmy się z tego śmiać.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - zapytałam zwijając się w kłębek.
- Nie chciałem wyjść na sierotę. - oznajmił. - A ty?
- To samo. Bałam się, że uznasz mnie za jakiegoś mięczaka, gdy zacznę gadać "Jestem ranna!" itp.
- Ale z nas ciamajdy.
- Nie inaczej.
Rozmawiałam z Stefanem jeszcze jakieś 10 minut, gdy zajrzałam za okno (było zasłonięte kocem z dziurami) zorientowałam się, że jest już ciemno, a nie mogło być więcej niż 30 min po 17:00! Postanowiłam, że nie ma sensu wracać do domu, Stefan tylko się ze mną zgodził. Wiem, że koty widzą doskonale w ciemności, ale miałam więcej powodów by zostać w kwaterze niż wyjść na zewnątrz. Po:
1. W kwaterze zrobiło już się ciepło i przytulnie.
2. W kwaterze jest bezpieczniej.
3. Było przy mnie doskonałe towarzystwo ;3

- Robi się coraz zimniej. - miauknęłam.
- Racja.
- Wiesz co.... Albo i nie. - zakończyłam szybko zawstydzona tym co mi przyszło do głowy.
- Sadzo powiedz. - zachęcił mnie muskając mój nos swoim ogonem dla zabawy.
- No dobra, ale się nie śmiej. - zagroziłam poważnie. - Przyszło mi do głowy, że gdybyśmy leżeli obok siebie tak wiesz, pod jednym kocem byłoby nam cieplej w nocy. - wyszeptałam szybko mrużąc oczy.

<Stefan? ^^>

piątek, 6 września 2013

Od Stefana - CD historii Sadzy

Śnieg... dla jednych zwiastun świątecznej radości, dla innych zmora. Sadza obudziła mnie miło i zaprosiła na spacer, przed wcześniejszą rozmową. Kotka prowadziła mnie przez las, nie wiedziałem dokąd; nie powiedziała mi o tym. Uśmiechałem się do niej tylko, wyszliśmy na małą polankę, drzewa zaczęły się przerzedać i w końcu byliśmy tylko na ośnieżonej polancę, słońce wyłoniło się zza ciężkiej chmury i zaczęło rzucać swe promienie na śnieg, efekt był śliczny - śnieg błyszczał się w słońcu niczym pokryty setkami maleńkich diamentów.
- Mimo wszystkich wad zimy... Śnieg jest piękny - zamruczała Sadza z rozkoszą.
- Yhym. - poparłem ją z uśmiechem. - A wiesz co jeszcze jest piękne?
- Co? - spytała lekko zawstydzona.
- To! - miauknąłem radośnie wpychając Sadzę łebkiem do zaspy śnieżniej.
- Pfu... - od razu wyrwała się z wzgórka rozgarniając śnieg łapami i plując nim na wszystkie strony. Gdy już doprowadziła się do porządku - co zajęło jej zaledwie kilka sekund. Wybiła się w górę i skoczyła zwalając mnie z łap. Zaczęliśmy się turlać po śniegu, w końcu dałem za wygraną i pozwoliłem kotce unieruchomić mnie zręcznym ruchem.
- Złapię przez ciebie katar! - powiedziała poważnie i wybuchnęła śmiechem.
- Będę donosił ci chusteczki - odparłem złośliwie.
- No wiesz... byłoby to bardzo pożyteczne.
- Oh, to co ja wymyślę prawie zawsze jest pożyteczne. - Uśmiechnąłem się i wysunąłem z pod jej łapek. - Mogę coś sprawdzić?
- Co takiego?
- Niespodzianka. Zamknij oczy.
- Jak mnie znów wepchniesz w zaspę, to cię wydalę w tempie natychmiastowym z efektami specjalnymi - zagroziła poważnie.
- Ojej - skuliłem się z udawanym strachem. Po chwili Sadza zamknęła oczy, a ja zacząłem chodzić po świeżutkim, miękkim i sypkim śniegu. Po chwili wziąłem do łapy troszkę "zimnego piasku" i pojedyńczo ułożyłem je na łebku kotki na kształt małego wianuszka
- Możesz otworzyć oczy.
Rozglądnęła się dookoła szukając jakiejkolwiek zmiany, gdy nic nie zauważyła powiedziała niepewnie:
- Co zrobiłeś?
- Hm... - począłem prowadzić ją w stronę drogi. - Gdy znajdziemy odpowiednią kałużę to zobaczysz - uspokoiłem się. Dosyć długo wlekliśmy się do drogi, bo nie chciałem narazić prezentu. W końcu znaleźliśmy zmrożoną wodę, która idealnie nadawała się na lustro, dla kotki i odpowiednio odbijała światło, tak, że Sadza mogła się przyjrzeć efektowi. Gdy dojrzała ozdobę z zachwytu otworzyła szeroko oczy:
- Ślicznie... dziękuję...
- Nie ma za co. - Powiedziałem do niej cicho. Słońce ponownie schowało się za chmurami i zawiał zimny wiatr, który zdmuchnął koronę. Westchnęła niewidocznie i zadrżała. Zobaczyłem ten ruch chodź się nie zdradzałem.
- Zimno się robi, może cię odprowadzę?
- Nie trzeba - uśmiechnęła się blado.
- Ależ nalegam.
- No, jeśli chcesz... ale wydaje mi się, że to daleko od twojego domu. - Mruknęła.

<Sadzo, co dalej?>

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Od Sadzy - CD historii Stefana

Z samego rana pobiegłam do kwatery, by sprawdzić jak tam z Stefanem, czy było mu wygodnie i wg. Jak się okazało niepotrzebnie się o niego martwiłam. Kocur smacznie spał na kocyku. Wyglądał tak słodko, że aż szkoda było mi go budzić ^^ Jednak nie mogłam pozwolić mu spać do 10 więc szturchnęłam go łapką:
- Stefan lubi sobie pospać, jak widzę, jest 10 rano.
- O... - ziewnął mrucząc.
- Dzień dobry. - powitałam go.
- Dzień dobry. - również się przywitał robiąc tzw. koci grzbiet.
- Jak tam się spało? - zapytałam ochoczo.
- Całkiem, całkiem. W nocy zrobiło się trochę zimniej, ale to nic.
- Nic dziwnego, że było zimniej. Lada moment spadnie śnieg. - westchnęłam patrząc przez okno.
- Coś się stało?
- Nie tylko... W zimie Patrycja rzadko wypuszcza mnie i Wolverina na zewnątrz. Siedzimy całymi dniami w domu przy kominku próbując jakoś zakamuflować chęć wydostania się i pobiegania z przyjaciółmi.
- A do tego ten śnieg. - prychnął kocur.
- Śnieg nie jest taki zły jeżeli jest miękki. Fajnie się w nim skacze. - zachichotałam i wtedy jak na wezwanie zauważyłam pierwszy płatek śniegu. - Ach...
- A więc zaczyna się kilkumiesięczna męczarnia.
- Niestety. Wiesz, jakoś nie mam ochoty siedzieć tu i patrzeć jak pada śnieg. Przejdziemy się? - zapytałam z delikatnym uśmiechem. Szczerze? Stefan mnie (dość duże) trochę kręcił... Nie był taki jak inne kocury, ale z drugiej strony czuję malutką nutkę mięty do Dextera. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
- Jasne. - odparł również z małym uśmiechem.
Razem ruszyliśmy na spacer.

Właściwie nie wiem, gdzie szliśmy. Po prostu przed siebie. Opadający śnieg pięknie mienił się w słońcu.
- Mimo wszystkich wad zimy... Śnieg jest piękny. - zamruczałam.
- Yhym. - poparł mnie. - A wiesz co jeszcze jest piękne?
- Co? - zapytałam lekko zawstydzona. Liczyłam, że powie coś w stylu "Ty" itp xd
- To! - miauknął radośnie wpychając mnie w małą zaspę śnieżną.
- Pfu... - od razu wyplułam śnieg z buzi i skoczyłam na kocura. Zaczęliśmy się turlać w śniegu.

<Stefan? ;3>

PRZEPRASZAM!

Naprawdę, przepraszam Was z całego serca za to, że tak zaniedbałam stado! Nie będę Was okłamywać... Miałam problem z internetem przez jakiś czas, a potem brak chęci do czegokolwiek. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ponownie.

Wasza przywódczyni,
Sadza

wtorek, 9 lipca 2013

Pora roku i starzenie!

Nastąpiła zmiana pory roku. Obecna pora to: Zima!
Koty zostały też postarzone o 6 miesięcy! :)

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Stefana - CD historii Sadzy

Kotka zaciągnęła mnie na łąkę i kazała z niewiadomego powodu zapolować na srokę. Miałem pewne obawy do tych ptaków, zwłaszcza do ich dziobów, bo gdy byłem młodszy okrutnie mnie podziobały.
Skinąłem twierdząco łebkiem i zacząłem obierać taktykę mrużąc oczy.
- Porwała mi kiedyś obróżkę, czarną, nie znalazłam jej. Ciekawe czy jej nie zgubiła.
- Spróbujemy coś na to zaradzić. - uśmiechnąłem się uspokajająco i poszedłem w stronę ptaszyska, jednak tak niedbale, że spłoszył się od razu. Na pyszczku Sadzy zmalował się zawód, miałem jednak plan. Sroka poleciała w stronę drzew - pewnie jej gniazda. Pognałem za nią, i po jakimś czasie zlokalizowałem jej pobyt, siedziała na drzewie i zabierała się do wygodnego układania. Bardzo cicho wbiłem pazurki w korę i posunąłem jak wąż w górę. Miała gniazdko na wysokości jakichś 6 czy 7 metrów. Naprężyłem mięśnie w prawej przedniej łapie i przeorałem ptaszysku skrzydło. Zaskrzeczało przeraźliwe, okropniej niż ja chcący wyjść na podwórko, ale to już inna historia... xd Tak więc rozprawiłem się ze sroką szybko, i w miarę bezboleśnie po czym zrzuciłem ją martwą z drzewa. Odkopałem trochę słomy z gniazda i błysnęła mi w oczach obróżka Sadzy. Podniosłem ją i wróciłem do kotki, wziąłem po drodze zwłoki z trawy.
- No, jak widzę dobrze sobie poradziłeś. - mruknęła - A to przepłoszenie było przypadkowe? - zmarszczyła brwi.
- Nie. Planowane. - puściłem jej oczko. - Mam coś dla ciebie - położyłem przed nią obrożę.
- Ooo... - potarła łapą policzek. - Dziękuję.
- Nie ma za co.
- No, zdałeś. - parsknęła śmiechem.
Rozciągnąłem się błogo i przewróciłem bez powodu w trawę.
- Rozumiem, że zakończyłeś dzień dzisiejszy?
- Emm... nieee... - ziewnąłem przeciągle. - Lubię popołudniowe drzemki.
- A psy cię nie przerażają? - uniosła jedną brew do góry z uśmiechem.
- Zależy jakie.
- Ah... - zamruczała artystycznie. Po chwili jednak podniosłem się szybko i przyjąłem pozycję bojową.
- Co ty Stefan... - nie skończyła po przesadziłem nad nią i prawie ziemi nie dotykając poleciałem do miasteczka.
- Jak mogłeś! - miauknęła za mną i pobiegła szybko za mną. Zaczęliśmy bawić się w berka. W końcu zmęczeni padliśmy w lesie śmiejąc się z siebie.
- Ciekawe czy Zuza nadal jest na mnie wściekła. - zastanowiłem się głośno.
- Twoja właścicielka, jak mniemam.
- Tak. Podeptałem jej jakieś dokumenty i darła się jak opętana.
- Niefajnie sprawa wygląda.
- Trudno, nie marzy mi się marznąć na mchu. Muszę wrócić.
- Jak chcesz możesz zostać w domku. Jest tam jakiś wypłowiały koc. Rano sobie coś pewnie upolujesz.
- O... dzięki. - ściemniło się do końca. Sadza i reszta kotów wróciła do domów, a ja zasnąłem zwinięty w kłębek na kocyku. Obudziło mnie dopiero szturchnięcie rano.
- Stefan lubi sobie pospać, jak widzę, jest 10 rano.
- O... - ziewnąłem mrucząc.
- Dzień dobry. - powitała mnie Sadza.

<Sadza, proszę dokończ>

Nieobecna!

Kokeshi2 (Czarnulka) przez wakacje jest nieobecna! Proszę nie pisać opowiadań z jej udziałem!

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Dzikusa - CD historii Czarnulki

Bardzo fajnie spędziłem dzień z Czarnulką.Wróciłem zadowolony do domu kiedy nagle potknąłem się o czyiś ogon.
-Co ty tutaj robisz?!-zapytałem oburzony kotkę
-Czekałam na Ciebie a ty gdzie się wleczesz?!Mieliśmy iść nad jezioro.-oburzyła się kotka
-Przepraszam Cię bardzo ale oprowadzałem nową kotkę po stadzie..-zacząłem się tłumaczyć
-Phi!Jakaś kotka ważniejsza od wypadu z przyjaciółką jutro mamy iść na te jezioro bo inaczej wyciągne pazurki!-powiedziała Syberia i poszła zadumana
Czy ona jest zazdrosna?!Zapytałem sam siebie o.o . Ale wolałem ją posluchać bo wyglądała groźnie...Podrapałem więc drzwi pazurkami by Natalia otworzyła drzwi.Drzwi otworzyła więc z hukiem.
-Gdzieś ty się wlek?!Martwiłam się o Ciebie...
Ja tylko miauknąłem przeprosinowo.
-No dobra wchodź.-powiedziała Natalia a ja wbiegłem do środka
Położyłem się na moim legowisku i od razu zasnąłem nawet nie jedząc kolacji a to bardzo dziwne...
Obudziłem się rano.Zeskoczyłem z posłania i popatrzyłem do miski.Widziałem co dopiero zapełnioną miskę.Ziewłem i zjadłem całą zawartość miski.Podszedłem do drzwi które były uchylone.Stanąłem na dwie łapy i popchnąłem drzwi.W ogródku bawiła się Natalia a jej mama zgrabiała liście, przecież była jesień.Wymcknąłem się na drugą stronę ulicy.Zacząłem się kierować w stronę domy Czarnulki.Nagle zobaczyłem jak kłóci się z inną kotką która nie należy do stada.Kiedy Czarnulka mnie zobaczyła coś powiedziała kotce i podeszła do mnie.
-Hej..-powiedziała strapiona
-Hejcia.-przywitałem się.-Kim jest ta kotka?-zapytałem prosto z mostu a Czarnulka ucichła

<Czarnulka,dokończysz?>

sobota, 29 czerwca 2013

Konkurs!

Zorganizowałam nowy konkurs! Szczegóły w zakładce "Konkursy i galeria"!

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Takishy

Pewnego dnia obudziłam się z chęcią na krótki spacerek. Wyszłam przez klapę dla kotów i szłam w kierunku lasu. Gdy dotarłam spotkałam pewnego kota, była to kocica. Podeszła do mnie i spytała:
-Co porabiasz?
-Przechadzam się leśnymi ścieżkami-odpowiedziałam.
-Może chciałabyś to robić razem z kotami ze stada?-ponownie spytała.
-No chciałabym...
-To jeśli masz ochotę dołącz do SKT.
-SKT?-zdziwiona zapytałam.
-Stada Kocich Tajemnic-wyjaśniła.
-Jestem Takisha, a ty?
-Na mnie mówią Sadza, miło cię poznać-powiedziała z uśmiechem kotka.
-ciebie też.
W tym samym momencie zaczęło padać. Sadza zaprowadziła mnie do stada. I tak właśnie znalazłam się tutaj!

Nowa kotka - Takisha!

Takisha, przywódczyni polowań

Od Sadzy - CD historii Stefana

Kocur, którego zaczepiłam wydawał się intrygujący. Nigdy wcześniej go nie widziałam, a chyba powinnam... W końcu. Mam tu stado i, no... Nie wiem jak to wytłumaczyć. Po prostu czuję, że muszę wszystkich znać. teraz przyszła kolej na Stefana.

 - Stadko kotów, nosi nazwę "Kocich Tajemnic" - ciągnęłam dalej. Dziwiło mnie to, że kocur słuchał mnie uważnie nie przerywając ani razu. - I tak sobie pomyślałam... Chcesz może dołączyć?
- Co? - zapytał zatrzymując się. - Że ja?
- No tak ty. - uśmiechnęłam się. - Nikogo innego tu nie ma.
- Od tak sobie pytasz mnie, czy chce dołączyć?
- Od tak sobie pytam, czy chcesz dołączyć. - odparłam nie rezygnując z uśmiechu.
- Nie musisz tego uzgodnić z resztą stada?
- Ja założyłam stado i ja jestem przywódczynią. Nie muszą nikogo pytać o zgodę, na proponowanie innym dołączenia do niego. - zaśmiałam się. - To jak?
- N-no dobrze. A co mam właściwie robić? - zapytał.
- Nic. Tylko wybierz sobie stanowisko. Każdy jest za coś odpowiedzialny.
- A powiesz mi jakie mogę sobie wziąć?
- Jasne, a więc tak. Wolne jest stanowisko: przywódcy polowań, tropiciela, atakującego, goniącego, szukającego, strażnika i wypatrującego.
- Hm... Za co odpowiedzialny jest strażnik?
- Pilnuje terenów stada, zwłaszcza kwatery głównej przed różnymi niebezpieczeństwami np. psami.
- Aha... A mógłbym być przywódcą polowań?
- Właściwie przydałby nam się... Niedawno od stada odeszły 2 wspaniałe koty. Skayres i Logan. Byli przywódcami polowań... Bardzo ich polubiłam tak mi ich brakuje. - westchnęłam poruszona.
- Czyli jestem przywódcą?
- Polowań owszem możesz być... Jednak twój poprzednik podniósł wysoko poprzeczkę. Będziesz mi musiał udowodnić, że się nadajesz.
- Jak mam Ci udowodnić? - zapytał z błyskiem w oku.
- Hm... Choć za mną.

~na miejscu~

Zaciągnęłam kocura na naszą łąkę. Tam wskazałam mu łapką srokę, która siedziała na drzewie. Nie raz zalazła mi za skórę. Kiedyś porwała mi śliczną skórzaną, czarną obróżkę. Szukałam jej chyba z tydzień! Chętnie sama wyrwałabym jej te niebieskie piórka, ale to było zadanie Stefana.
- Mam ją Ci przynieść? - zapytał.
- Martwą. przynieś ją martwą. - odparłam. - Co ty na to? Przyniesiesz mi martwą srokę i będziesz przywódcą polować. - przyjrzałam się kocurowi dokładniej. Chyba nie miał zamiary odmawiać.

<Stefan, dokończ proszę>

Od Wolverina - CD historii Telary

Pytanie Telary zdziwiło mnie ogromnie. Nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę takie słowa wypowiedziane z jej ust!
- Moja wariatko... - szepnąłem czule pochodząc do niej. Dotknąłem jej noska moim. - Oczywiście, że Cię kocham.
- Ale ta championka... - jęknęła.
- Nie przejmuj się żadną inną kotką. Ciebie kocham i kochać będę. Żaden kot nie sprawi, że będzie inaczej.  Zresztą... Przecież ty też jesteś championem. - uśmiechnąłem się. - Niebieska wstążka na koncie to nie byle co.
- Ty wiesz jak mnie pocieszyć. - zaśmiała się.
- Muszę wiedzieć. - po tych słowach nastała chwila błogiej ciszy. Obydwoje jej potrzebowaliśmy.
- A co jeśli Paulina i Patrycja nie zauważą naszej miłości? - odezwała się w końcu Telara.
- Muszą ją zauważyć.
- Ale co jeśli...
- Tel... - przerwałem jej. - Może nie rozmawiajmy o tym teraz. Cieszmy się chwilą jest w końcu jesień!
- Chyba masz rację... To co proponujesz?
- Hm... Chodź! - odparłem chwytając jej łapę. Zacząłem biec przed siebie.

~po 20 minutowym biegu~

W końcu z moją ukochaną dotarliśmy na miejsce. Znalazłem je kilka tygodni temu, ale wtedy nie wyglądało tak fajnie.

Mnóstwo liści walało się po glebie lub spadało właśnie z drzew. Na ziemi leżały kasztany, już otwarte, zamknięte lub pół na pół. Gdy spojrzało się na korony drzew również można było dostrzec parę kasztanów.
- Wow Wolv... - zachwyciła się Telara. Wyglądała pięknie w promieniach słońca, które zdołały się przedrzeć przez gałęzie drzew.
- Hehe... Znalazłem to miejsce niedawno. - zaśmiałem się i wskoczyłem w stertę liści. Uwielbiam je deptać, gdy są takie kruche. Zaraz po tym zaczęliśmy się z Telarą bawić jak kociątka.

<Telara, dokończysz? <3>

Od Tony'ego - CD historii Swift

Po jakimś czasie spacerowania po lesie zaczęło się ściemniać, co sprawiło, że las fascynował mnie jeszcze bardziej. Głuchą, przyjemną ciszę przerwał głos Swift.
- Tony... - zaczęła.
- Tak?
- Wiesz może jak stąd wyjść?
- Eee...Tak to chyba stamtąd. - odparłem wskazując na dróżkę naprzeciw nas. - Nie, nie to stamtąd. - dodałem, bo zauważyłem drugą drogę.
- Wiesz co...Szczerze mówiąc trochę się boje. - powiedziała i po chwili w krzakach coś zaczęło warczeć. - Tony co to jest?
- Nie mam zielonego pojęcia. - odparłem i zacząłem się skradać do tego czegoś.
- Co ty robisz? - szepnęła. - A co jeśli to pies?
- Słuchaj mała... - zacząłem.
- Nie mów do mnie "mała". - poprawiła mnie.
- Okey Swift. A więc słuchaj... Życie nauczyło mnie, że nie mam się czego bać i cały strach powinno się "przetwarzać" na jakieś pozytywne emocje jak zainteresowanie, czy coś. Tak więc mam zamiar sprawdzić co tam jest nawet jeśli to pies.
- Dobrze idę z tobą. - odparła i podbiegła do mnie.
Ja od razu odwróciłem się i z entuzjazmem wskoczyłem w krzaki. Zacząłem się rozglądać i w końcu znalazłem to co warczało, a raczej skrzeczało. To była najzwyczajniejsza gumowa kura, która zamiast piać skrzeczała, bo była trochę nadużyta. Wziąłem ją w łapy i wtedy podeszła do mnie Swift.
- Widzisz? Nie miałaś się czego bać. - zaśmiałem się lecz jej wzrok utkwił gdzieś za mną. Widziałem w jej oczach wyraźny strach. - Co jest?
- Ta... ta kura. Tony... Ona, ona... Jest chyba... JEGO! - wykrzyknęła kotka wskazując coś za mną. Pewny siebie odwróciłem się i z zdumienia upuściłem zabawkę. Za nami stał z krwi i kości Amerykański PitBull Terrier. Podobno to najagresywniejsza z ras psów. Wyglądał on tak:
Najgroźniejszej mordy nie miał, ale i tak ta masywna budowa... Na świecie jest niewiele rzeczy, które mnie przerażają, a to właśnie jedna z nich.
- Wycofuj się powoli. - szepnąłem kotce na ucho.
Szliśmy powoli, kroczek po kroczku, aż stało się. Jest jesień, wokoło pełno suchych liści. Nadepnąłem na jednego, który pękł wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Pies od razu spojrzał na nas i zaczął się dziki pościg.

<Swift, dokończ proszę>

Od Stefana - Nowe znajomości.

-Z tymi brudnymi łapami nie będziesz biegał mi po dokumentach! - usłyszałem rozzłoszczony głos mojej właścicielki - A sio! - zamachnęła ręką w celu spłoszenia mnie. Miauknąłem żałośnie i zeskoczyłem z biurka, zacząłem się momentalnie zastanawiać jak by ją udobruchać. Pobiegłem do drzwi i zastukałem w nie łapą. Miauczałem przy tym tak okropnie, że mogły pękać uszy. Byłem nieznośny i doskonale o tym wiedziałem.
-A idź do diabła! - warknęła Zuzanna opłakując ostęplowany moimi łapkami arkusz papieru. - Znowu muszę przepisywać! - sytuacja robiła się niebezpieczna, czmychnąłem prędko na podwórko. Jak zwykle, gdy nie miałem co robić kładłem się spać na ceglanym murku, z widokiem na drogę jednak dziś miałem właśnie ochotę na jakieś bardziej urozmaicone popołudnie. Przecisnąłem się przez bramkę i spokojnie pomknąłem w stronę lasu. Było dziś bardzo ciepło, ale nie spotkałem nikogo na rowerach. Wszyscy wypoczywali najwidoczniej nad jeziorem korzystając z ostatnich promieni słonecznych. Złote, czerwone i jasnobrązowe liście witały mnie wesołym szumieniem, odetchnąłem pełnią życia i leniwie powlokłem się w głąb lasu, wiatr lekko muskał moje futerko. Wyciągnąłem pazurki i zacząłem ścierać je na średnio dużym jesionie. Potem zastanowiłem się i wdrapałem na wierzchołek większego drzewa, skąd miałem wspaniały punkt obserwacyjny. Zwykle nie było nic takiego co przyciągałoby uwagę, ale dziś usłyszałem cichą, kocią rozmowę. Zainteresowany spojrzałem w dół, stała tam kotka mojej rasy oraz kocur bengalski. Zastanawiałem się czy mnie zauważą więc zszedłem kilka gałęzi niżej.
-Ładny dziś dzień, prawda? - zagaiła rozmowę samica patrząc w górę.
-Zgodzę się, i taki spokój! - odparłem schodząc z drzewa.
-Jestem Sadza, a to Wolverine - przedstawiła siebie i towarzysza.
-Miło mi was poznać, jestem Stefan. - uśmiechnąłem się, i posłałem kotce serdeczne spojrzenie.
-Stefek - zaśmiał się kocur.
-Nie gardzę tym imieniem, ale zastanawiam się czemu akurat mojej właścicielce tak się umyśliło - zaśmiałem się - Chociaż wolałbym nie mieć na imię Pluszak albo Pusiek.
-Uh, dla kocura tragicznie. - pokiwał głową. - Dobrze, Sadzo, ja uciekam, Telara na mnie czeka.
-Na razie! - pożegnała go samica i usiadła na liściach.
-To ja może nie będę przeszkadzać, muszę przebłagać Zuzę. - powiedziałem po chwili ciszy.
-Nie przeszkadzasz, właśnie miałam pytać czy kumplujesz się z jakimiś kotami.
-A, no jest tam kilka znajomych, nic takiego.
-Mamy tu zorganizowany - ruszyła dalej zachęcając mnie do spacerku. - Znaczy mamy zorganizowane - poprawiła się - Stadko kotów, nosi nazwę "Kocich Tajemnic" - słuchałem jej uważnie nie przerywając.

<Sadzo i co z tym stadem?>

Nowy kocur - Stefan!

Stefan, przywódca polowań

Od Winry - CD historii Sadzy

Wow, mogłam się spodziewać, że Sadza będzie miała jakąś grupkę kumpli, ale całe stado?
-To jak? Dołączysz do nas?
Przez chwilę zaniemówiłam. Nigdy nie miałam całej grupy kumpli. Miałam ze dwóch, to prawda...Cóż, ale posiadanie tylu znajomości może być ciekawe.
-Zgadzam się.-wymamrotałam.
-Świetnie! Choć, pokażę ci naszą kryjówkę.-powiedziała Sadza.
-Kryjówkę?
-Nic wielkiego, domek na drzewie i kilka poduch.
Miała rację. Jednak gdy weszłam, domek wydawał mi się nawet przestronny. A poduchy były bardzo wygodne.
Po oprowadzeniu razem z Sadzą wróciłyśmy nad jezioro. Było tak fajnie, że nawet nie chciało mi się wracać (choć któryś z kotów wepchnął mnie raz do wody, zaplątałam się w gałąź i przez większość czasu nie mogłam się wydostać...). Mam nadzieję, że zostanę tu na zawsze...

Wystawa!

W całym istnieniu SKT odbyła się tylko jedna wystawa. W zawiązku z tym zapisy już trwają!

Wasza przywódczyni,
Sadza ;*

Od Telary - CD historii Wolverina

-Jak to?... Przecież to to to.. ona nam tego nie zrobi! - powiedziałam a do oczu zaczęły napływać mi łzy...
Przecież ja kocham Wolva, a co jeżeli on już mnie nie chce?
Przyjedzie jakaś kotka "chempionka" a on...
on się w niej zakocha bo będzie miała ładne ciapki!To jest przecież nie możliwe!
-Może nam to zrobić.. ale może też to odwołać...- westchnął ciężko
-Wolverine? - zapytałam ocierając z oczu łzy
-Tak kochanie?
-Czy ty...
-Co się dzieje?
-Czy ty mnie jeszcze kochasz?
-Co?!
-No czy ty mnie jeszcze kochasz... bo ja sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć...

<Wolverine kochasz mnie jeszcze? btw.. sorki że takie krótkie ale z telefonu...>

piątek, 28 czerwca 2013

Btw!

Wataha Mgły Świtu została usunięta. Dlaczego? Ponieważ samiec alfa odszedł, nikt nie pisał opowiadań i po prostu mi się znudziła. Sądzę zresztą, że nikt nie będzie po niej płakał.

(to tylko taka informacja dla członków WMŚ. Nie miałam, gdzie tego napisać D:)

Wasza przywódczyni,
Sadza

Nowa zakładka!

Zakładka o nazwie "Opowiadania" to zakładka, w której napisane jest wyraźnie kto ma dokończyć jakie opowiadanie. Jest również czas, który Wam pozostał na jego napisanie.

Wasza przywódczyni,
Sadza
Kochani!

Stado Kocich Tajemnic wreszcie wraca do akcji! Mam nadzieję, że nie będę już mieć brzydkich niespodzianek i nie będę znowu zmuszona zawiesić SKT =) Mam również nadzieję, że napiszecie/dokończycie zaległe opowiadanka* oraz, że pomożecie mi w spopularyzowaniu stada. Każdy kot ma tydzień na napisanie lub dokończenie opowiadania.

Ankiety:

Z ankiet wynikło, że moje pomysły przeszły ;D Zakładka z opowiadaniami do dokończenia jest już w trakcje tworzenia, a co do opowiadania niespodzianki... Będę je pisać raz na tydzień. Ten kto pierwszy je dokończy (nie może być krótkie) dostanie jakiś bonus do wystaw! Oczywiście tylko ja będę wiedzieć, które z opowiadań jest właściwe.

Ps.
Jak na razie wiem, że mam opowiadanie do dokończenia tylko od Swift. Jeżeli mam je od kogoś jeszcze proszę napisać na pw =3

Wasza przywódczyni,
Sadza

czwartek, 6 czerwca 2013

Znowu zawieszona :"""""(

Z przykrością stwierdzam, że Stado Kocich Tajemnic jest znów zawieszone. Dlaczego? Nie będę kłamać i powiem szczerze. Niedawno w okresie, gdy miałam zadanych dużo kartkówek i sprawdzianów byłam chora. Teraz muszę wszystko nadrabiać + być na bieżąco z materiałem. Nie jest to łatwe, a do tego mam mało czasu na swoje sprawy w tym czasu dla SKT. Na laptopie jestem raz na tydzień lub dwa więc zawieszam stado. Powinnam odwiesić je najpóźniej 29.06.13r., a najwcześniej 15.06.13r. po wystawieniu ocen.

Wasza przywódczyni,
Sadza

Edit:
Wszystkie formularze i opowiadania, które mi wysłaliście zostaną dodane wraz z odwieszeniem. To samo tyczy się ankiety. Spełnię obietnicę daną w niej w dniu odwieszenia.

sobota, 25 maja 2013

Od Sadzy - CD historii Winry "Jak ja się tu znalazłam...?"

Dzisiaj z rana Papi założyła mi szelki i biorąc na ręce wyszła z domu. Zaraz po zamknięciu furtki odłożyła mnie spokojnie na ziemię i zaczęła iść w lewo. Szłyśmy tak z 20 minut, by potem skręcić w prawo ponownie iść 20 minut i wejść do jakiegoś domku. Nie od razu skojarzyłam fakty, ale przypomniało mi się jak moja opiekunka mówiła, że dzisiaj wprowadza się jakaś nowa... Po przekroczeniu progu obcego domu poczułam intensywna woń kotki. Patrycja usiadła w fotelu, a ja obok niej. To samo zrobiła druga osoba ze swoją kotką. Postanowiłam zacząć rozmowę.
- Jesteście tu nowi, nieprawdaż? - zapytałam, a kotka zaniemówiła na chwilę.
- Ee...Tak. - kotka podeszła do mnie i chwile stała, by po chwili się przedstawić. - E...Winry,kot ragdoll, miło mi.
- Sadza,rosyjski niebieski. Masz bardzo interesujący akcent,wiesz?
- O..Dziękuję. Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
- Hm. Fajnie.
- Są tu inne koty? - to pytanie podsunęło mi myśl. Niby czemu nie zaprosić jej do stada? Nadałaby się.
Posłałam kotce tajemnicze spojrzenie i szybko wyprowadziłam na zewnątrz. Winry szła niepewnie po moich krokach.
-Chodź za mną. No chodź, nic ci się nie stanie. - powiedziałam zamieniając chód w trucht.

~po 30 minutach~

- Możesz im chociaż powiedzieć, gdzie mnie ciągniesz? - zapytała lekko sapiąc. Chyba nigdy nie biegała na taki dystans.
- Zobaczysz. - odparłam z dzikim uśmiechem. Gdzie ciągnęłam kotkę od 30 minut? Chciałam przedstawić ją reszcie SKT, a dzisiaj całą ekipą poszli nad jezioro. Większość nie lubi wody, ale właśnie tam słońce grzeje najbardziej. Gdy już minęło 15 minut usłyszałam śmiech Telary i Wolverina. Pewnie wrzucili kogoś do wody =3
- Wolv! - krzyknęłam i podbiegłam do niego sprintem. - Cześć Wam!
- Cześć/Siema/Hejka! - słyszałam głosy kotów. - Co to za jedna?
- To jest Winry. Winry podejdź tutaj proszę. - krzyknęłam do niej, a kotka niepewnie podeszła. Wytłumaczyłam jej, że jestem przywódczynią Stada Kocich Tajemnic i chce aby dołączyła. - To jak? Dołączysz do nas?

<Winry brak weny =(>

piątek, 24 maja 2013

Favikona!

Jak widzicie mamy nową favikonę! Jest w niej główka mojego kota =3 Niezbyt wyraźne i kiedyś ją zmienię, ale jak na razie jest git według mnie =D

Ps.
Favikona to kwadracik po lewej stronie karty. Zazwyczaj jest tam takie białe coś na pomarańczowym tle xd

Wasza przywódczyni,
Sadza

czwartek, 23 maja 2013

Od Swift - CD historii Tony'ego



Popatrzałam na niego. Nie powiem fajny był, najfajniejsza i najciekawsza osoba jaką znam w stadzie.
-Jesne, czemu nie.-Powiedziałam. I popatrzalam mu w oczy.
-To gdzie chciałabyś pójść?-Zapytał.
-Wiesz... Mi to obojętnie...-Odpowiedziałam.-Może chodźmy przed siebie... -Powiedzialam z lekkim uśmieszkiem.
-Okey.-Odpowiedział.
Więc poszliśmy... Gadaliśmy o różnych rzeczach.Fajnie było.
Po kilku minutach drogi oraz rozmowy doszliśmy do jakiegoś lasu...
Był inny...Taki ciemny...
-Idziemy dalej?-Zapytał Tony.
Rozejrzałam sie...
-Czemu by nie nie wygląda na niebezpieczny.-Odpowiedziałam i weszłam do lasu, Tony poszedł za mną.Szliśmy przez las.
-Troche tu strasznie.-Powiedziałam.
-Nie martw sie, tu niczego nie ma...-Powiedział.
Szliśmy głębiej w las.Po kilku minutach zrobiliśmy sobie przerwe.
Rozejrzałam sie...
-Tony...-Zaczełam.
-Tak?-Powiedział.
-Wiesz może jak stąd wyjść?-Zapytałam.Drzewa wokół nas były takie same.Wszystko było tkie same.
-eee...Tak to chyba stamtąd-Powiedział i wskazał łapą przed siebie.-nie nie to stamtąd.-Powiedział i wskazał w drugą strone...
-Wiesz co...Szczerze mówiąc troche sie boje.-Powiedziałam.
Nagle zza krzaków było słuchać warczenie...
<Tony co to? x.x jak cos to sorka bo mała załaka w realu i brak weny >

środa, 22 maja 2013

Od Wolverina - CD historii Telary

Po naszym pożegnaniu czułem się taki szczęśliwy! Wreszcie znalazłem kotkę swojego życia. Wciąż trudno mi w to uwierzyć... Jak... Nie. Muszę w to uwierzyć. Najszczęśliwszy dzień w moim  życiu wreszcie nastał. W takim zacieszu dotarłem, aż do domu. Tam wpadła na mnie Sadza:
- Widzę, że w dobrym humorze. - powiedziała.
- A jak mam być w złym? Właśnie zostałem partnerem najwspanialszej kotki na świecie! - wykrzyknąłem.
- Hehe... Oby Patrycja to zauważyła. - westchnęła kotka.
- Co masz na myśli?
- No bo wiesz... Papi zawsze marzyła o hodowli. Podsłuchałam jej rozmowę z mamą, podobno ma tu przyjechać jakaś kotka bengalska.
- Co?! Nie rób sobie ze mnie jaj!
- Nie robię. - odparła ze skwaszoną miną. - Ale zawsze można wszystko odwołać.
- Oby... Nie przeżyję jeśli będę musiał być z inną kotką. - westchnąłem wskakując przez okno do domu.
- Może pokażcie przy Pati, że się kochacie? No wiesz... Miziajcie się noskami itp. - zaśmiała się Sadza również wskakując.
- Nie wiem... Obgadam to jeszcze z Tel. - zwinąłem się w kłębek na szafie.
- Tel... Jak uroczo! - moja współlokatorka również się zwinęła w kłębek, ale ona na kocu. Poszliśmy spać...

~nazajutrz~

Już z samego rana pobiegłem do domu mojej ukochanej. Nim wyszła zerwałem jedną stokrotkę, która była jeszcze z brzegu lekko różowa.
- Wolv! - usłyszałem radosny krzyk mojej partnerki.
- Tel! - również krzyknąłem i wtedy ona wskoczyła mi w ramiona. Pocałowaliśmy się, a zaraz potem włożyłem stokrotkę za jej ucho.
- O... Dziękuje. - szepnęła. - Co tam u Ciebie?
- Nie za dobrze... A u Ciebie?
- A wszystko gra. Zaraz, zaraz... Czemu nie za dobrze? - zapytała troskliwie.
- No, bo Patrycja zawsze marzyła o hodowli i podobno za niedługo ma tu przyjechać jakaś kotka bengalska.
- Żartujesz?
- Niestety nie... Co teraz?

<Telara, brak weny T^T>

Od Tony'ego - CD historii Swift

Po tym jak Swift wskoczyła do wody byłem troszkę zdziwiony. Nie znam zbyt wielu kotów, które lubią wodę tylko... Telarę, Wolverina no i mnie. Znaczy mnie w pewnym sensie. Nie zbyt lubię wodę, ale też się jej panicznie nie boje.

- Ona lubi pływać? - zapytał Wolverine.
- No, chyba w końcu jakby nie lubiła to by nie pływała. - odpowiedziałem, a kotka wyszła z wody.
- A wy nie lubicie? - zapytała otrzepując się.
- Ja i Wolverine lubimy, a Tony... Nie wiem. - zachichotała Telara.
- Nie boję się wody, ale też nie uśmiecha mi się do niej wchodzić. Ale jeśli trzeba, to trzeba. - odparłem dumnie.
- Okey. To pływamy? - zaproponowała Swift.
- Jasne! - uśmiechnął się Wolverine, pociągnął Telarę za łapę i wpadł do wody.
- No, a ty idziesz?
- Pytanie. - zaśmiałem się i powtórzyłem ruch kocura tylko, że ze Swift.
- Hahaha! - wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem w wodzie.
Nawet nie jest taka zła na jaką wygląda. Pluskaliśmy się w niej tak długo, aż nie zauważyliśmy w oddali ludzi. Oni zawsze psują zabawę :"( Wbiegliśmy mokrzy wprost do lasu, kurząc przy tym niemiłosiernie.
- Pfu! Pfu! - pluliśmy wszyscy kurzem, choć było przy tym trochę śmiechu.
- Nie obraźcie się, ale my już musimy iść. - powiedział Wolverine spoglądając na swoją dziewczynę.
- To papa! - uśmiechnęła się Swift.
- Nara. - dodałem, a zakochani poszli. - To... - zacząłem.
- To...
- ... Zostaliśmy sami.
- Taaak...
- Chcesz się gdzieś przejść? - zapytałem, bo atmosfera była bardzo napięta.

<Swift, brak weny x.x>

Bardzo, bardzo Was przepraszam!

Chciałam Was bardzo przeprosić, że od tak dłuższego czasu nie dokończyłam Waszych opowiadań! Stało się tak dlatego, że od dnia 18.05.13r. nie miałam internetu, aż do wczoraj :"( Dzisiaj postaram się z sensem dokończyć Wasze opowiadania. O to jakie mam dokończyć (jeżeli nie ma tu Twojego, a też je mam dokończyć napisz na PW howrse).
Od Swift - CD historii Tony'ego   ѵ
Od Telary - CD historii Wolverina  ѵ
Od Winry - Jak ja się tu znalazłam...?  ѵ
Od Vektusa - CD historii Sadzy ×
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Ale jest też druga strona. Wataha nie była przez ten czas zawieszona, a niektóre z kotów nie dokończyły opowiadań. Daję Wam 2 tygodnie i nawet powiem jaki kot ma dokończyć jakie opowiadanie.
Od Alice- dokończyć musi Vektus :*  ×
Od Czarnulki - CD historii Sadzy - dokończyć musi Dzikus :*  ×
Od Luny - CD historii Sadzy - dokończyć musi jakiś kocur. Proszę Was bardzo chłopcy, dokończcie =) ×
Przy opowiadaniach, które już są dokończone będą zielone haczyki, a przy niedokończonych czerwone krzyżyki xd Żebyście wiedzieli x.x

Ps.
Za kilka minut pojawią się dwie ankiety. Proszę Was o zagłosowanie :D

Wasza przywódczyni,
Sadza

środa, 8 maja 2013

Od Alice


Życie w schronisku. Okropnie! łażą tylko dzieciaki i wklepjają swe cukierki w futerko, moje kolerzanki były już adoptowane ja sama, może nie chcą mnie bo jestem za stara? nikt mnie nie chciał .. do czasu .. . Pewnego dnia do schroniska przyszła pewna pani, przygarneła mnie! czułam się fantastycznie! , No cóż, nie była tak super dostawałam tylko suchy Chleb i odrobinkę wody, nie mogłam wychodzić na dwór, zostałam wykorzystana .. Pewnego dnia postanowiłam uciec, moja pani właśnie spała a ja po cichutku wyszłam. O Matko! jak ja dawno nie byłam na świerzym powietrzu! Gdy tak wędrowałam czułam się swobodnie, znalazłam się w dziwnym lesie, Poznałam tam Sadze, dowiedziałam się że ma Stado! pozwoliła mi dołączyć. Teraz szukam Przyjaźni i ... Tego jedynego,
Gdy to sobie pomyślałam postanowiłam przejść się nad jezioro, zauważyłam Samca leżącego na skale, podeszłam do wody, nagle czułam że samiec krótkimi krokami się do mnie zbliża, dla zabawy wrzucił mnie do wody, ale ja jestem Sprytna i w locie złapałam go za łape, byliśmy w wodzie, Chwilkę sobie popływaliśmy i Wyszliśmy na powierzchnie ..
- Uuu, było mokro - powiedziałam otrzepując się z wody, - Jestem Alice, a ty?

< Vektus? >

Nowa kotka - Alice!

Alice, strażniczka


Edit:
Wcześniej imię brzmiało Isabella, ale zostało zmienione. Dlaczego? Właścicielce się pomyliło w formularzu, a nie napisała tytułu opowiadania więc sama go napisałam z myślą, że jej imię to Isabella.

Od Dextera - CD historii Sadzy


- Masz ochotę na spacer? - zapytała nagle Sadza, przyznam trochę mi mina zrzedła. Nie spodziewałem się tego. No ale w koncu kotką się nie odmawia.
-Taaak, gdzie idziemy?
- No nie wiem, oprowadzę Cię trochę. Jeszcze się pewnie nie orientujesz
- Ja nie orientuję?! Świetnie potrafie się odnaleźć w terenie. Kotka tylko przewróciła oczami.Ruszyliśmy przed siebie, poszliśmy na przedmieścia a potem była tylko prosta droga do miasta. Powoli poznawałem okolicę, ale sam na pewno bym się gdzieś zgubił. Po drodze Sadza zapoznałam mnie z kilkoma innymi kotami ze stada. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do nowej sytuacji i miejsca.
W końcu stanęliśmy przed drzwiami do domu Sadzy. Z okna patrzył na nas Wolverin. Speszyłem się trochę.
-To.. Ten, no.. Emmm... Pa
- Do zobaczenia!- powiedziała i zniknęła za drzwiami. Stałem jeszcze pod jej domem kilka chwil. Widziałem, że Wolverin rozmawia z nią dosyć poważnie. Zdawało mi się, że to z mojego powodu

Od Winry - Jak ja się tu znalazłam...?


Śmieci. Śmieci. Śmieci. I jeszcze raz,śmieci.
Moja pani gdzieś wyszła,a ja głodowałam,bo nie mogłam sobie wsypać Puriny (skończyło się na rozsypaniu wszystkiego po podłodze. A jedzenie z dywanu smakuje nie najlepiej...)do miski,o łososiu,który był na samym szczycie tego wielkiego coś,co pani nazywa lodówką,już nie mówiąc. Tak więc wymknęłam się na małe polowanie. Niestety,po drodze dwa znajome londyńskie złodziejaszki,czarne dachowce,przeklęte kocury,gdy złapałam jakąś mysz odebrali mi ją,zagonili na śmietnik i kazali mi z niego jeść,rozkoszując się moją myszką i stróżując.Jestem głodna,a nie zamierzam jeść starego pączka!
Nagle...
Niebieski samochód mignął na ulicy z drugiej strony alejki. Siedziała w nim...Moja pani!
Zlazłam ze śmietnika(po drodze zostawiając kolejną bliznę po drapnięciu na ciele jednego z kotów)i pobiegłam w przeciwną stronę alejki. Moja pani jechała prosto,drogą,a ja wylazłam z tej ślepej uliczki i weszłam w drugą,w której murze była spora dziura. Przecisnęłam się pod nią,i natychmiast znalazłam się pod tarasem mojego domu. Weszłam na schodki,przeszłam przez taras i weszłam do domu małymi drzwiczkami dla zwierząt. Wylizałam się, i w ostatniej chwili moja pani weszła do domu. Ja drzemałam jak gdyby nigdy nic. Nagle pani mnie podniosła,przytuliła i wykrzyknęła coś w rodzaju:
-Och,tak bardzo się cieszę! Wyjeżdżamy do Polski,kochana!
Do...Czego?
***
Otworzyłam oczy. Samolot. Aha. Czyli to jeszcze nie tu. Zamknęłam znów oczy i osunęłam się w otchłań snu.
***
Pani wprowadziła mnie do małego domku. Był urządzony dość skromnie,ale zawsze coś.Dwa zielone fotele,brązowy stolik do kawy, żółto-pomarańczowe ściany i duża kanapa. No i oczywiście drobny dodatek-telewizor. Były jeszcze trzy pokoje-kuchnia,łazienka,i sypialnia. Opiekunka rozłożyła moje rzeczy,a że było późno,wślizgnęłam się do pokoju pani,gdzie było moje legowisko,i zasnęłam.
***
Nazajutrz na śniadanie przyszła do nas jakaś inna dziewczyna, z...kotem. To była kotka, czarna, z interesująco zielonymi oczami. Usadowiła się koło fotela,na którym siedziała jej opiekunka. Ja usadowiłam się koło fotela mojej. Patrzyłyśmy na siebie chwilę, potem czarna kocica zaczęła:
-Jesteście tu nowi,nieprawdaż?
Zaniemówiłam przez chwilę,a potem nieśmiało odparłam:
-Ee...Tak.
Następnie zbliżyłam się trochę,i zbierając się na odwagę oraz zachowując londyńskie maniery, odrzekłam:
-E...Winry,kot ragdoll,miło mi.
-Sadza,rosyjski niebieski. Masz bardzo interesujący akcent,wiesz?
-O..Dziękuję. Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
-Hm. Fajnie.
-Są tu inne koty?
Sadza tylko tajemniczo na mnie spojrzała, i nie mam pojęcia,jak wydostałam się z domu, i dreptałam za kotką. Widząc,że byłam trochę niepewna swych kroków, mruknęła:
-Chodź za mną. No chodź,nic ci się nie stanie.
Zaczynam powoli żałować wyprowadzki z Londynu...


<Sadza?Co chcesz zrobić?>

Nowa kotka - Winry!

Winry, szukająca

Odchodzą!

Skayres i Logan odchodzą! :'(

Wasza przywódczyni,
Sadza

Wystawa!

Ostatnia z wystaw nie wypaliła i w tym tygodniu również jej nie będzie! Za to zapisy na wystawę w następnym tygodniu są już otwarte :D

Wasza przywódczyni,
Sadza

Odwieszone!

Stado już odwieszone! Postaram się jak najszybciej dokończyć i dodać wszystkie opowiadania :)

Wasza przywódczyni,
Sadza

wtorek, 30 kwietnia 2013

Zawieszone!

Niestety, ale muszę zawiesić stado, bo nauka mnie goni >.< Dzięki za wyrozumiałość.

Wasza przywódczyni,

Sadza

sobota, 27 kwietnia 2013

Od Luny - CD historii Sadzy


http://www.youtube.com/watch?v=U3qdmyfcSTY - miłego słuchania do czytania^^

Fajnie się bawiło z Sadzą.Serio.Na zabawie spędziłyśmy kilka dobrych godzin ale,że już się ściemniało to musiałyśmy wracać.Sadza pokazała mi wcześniej co,gdzie i jak więc wiedziałam ale zostałam jeszcze trochę na świeżym powietrzu.
Gdybym wiedziała co mnie czeka to bym poszła szybko na swoje miejsce.A tak?
Jak widać jakieś fatum nade mną wisi...
Była dobra godzina po zmroku a ja nadal się bawiłam.Nic mi nie przeszkadzało.Jednak miałam jakieś złe przeczucia.Olewałam je,że tak powiem i w dalszym ciągu nie wracałam by się wyspać.Nagle coś zaszeleściło w krzakach.Odruchowo odskoczyłam i nadstawiłam uszy chowając się za niewielki krzak,ponieważ byłam niewielka (wielki plus dla mojego wzrostu^.Nagle pokazał się jakiś obcy kształt.Wyczułam w nim wrogość ale nie potrafiłam go określić.
W tym momencie (nie wiem jakim cudem) kichnęłam.Kształt odwrócił się w moim kierunku.Wyczuwałam swoją śmierć...
Zauważywszy mnie kopnął mnie z wielką siłą.Uderzyłam w drzewo.Plusem było to,że wiedziałam kim był ten kształt.Olbrzymi kocur.Najeżyłam się ale on nic nie robił sobie z tego,iż byłam gotowa do drapania.Korzystając ze swojej siły (i wzrostu) zaatakował mnie.Usiłowałam się bronić ale jedyne co mogłam robić to uciekać i wołać o pomoc (czyli u mnie to przeraźliwe miauczenie).Najeżona,przerażona uciekałam przed obcym kotem.W pewnym momencie upadłam potykając się o kamień czy korzeń wystający z ziemi.Skuliłam się przed oprawcą a w jego oczach widziałam swój koniec...
Nagle zjawił się jakiś kocur z naszych...

<Kim jest ten kocur???>

Od Swift - CD historii Tony'ego


Uśmiechnełam sie do kocura. Razem poszliśmy nad jezioro i spotkaliśmy tam Telare i Wolverina.
- To oni?-ZApytałam sie Tony;ego.
-Tak, chodz.- Powiedział kocur i podszedł do pary.
-Cześć wam.-Powiedział Tony.
-Hej.- Odpowiadziała Telara.
-Siema.- Powiedział Wolverin.-Kto to ?-Zapytał.
-To Swift..-Powiedział Tony.
-Nowa?-Zapytała Telara.
-Tak...Swift to jest Telara i Wolverin.-Powiedział Tony.
- Tak Tony mówił mi o was.Od dawna tu jesteście?-Zapytałam.
-Noo...nawet.-Odpowiedzieli razem.
Uśmiechnełam sie. Popatrzałam na wszystkich i wskoczyłam to wody.
-Ona lubi pływac?-Zapytał Wolverin.
-No, chyba wkońcu jakby nie lubiała to by nie pływała.-Odpowiedział Tony. Po kchwili wyszłam z wody.

<Tony??? Sorka brak weny x.x>

piątek, 26 kwietnia 2013

Od Czarnulki - CD historii Sadzy


- To gdzie idziemy? - zapytałam Dzikusa
- Może na pastwisko, albo łąkę?
- Wolę łąkę.
Poszliśmy cały czas ze sobą rozmawiając. Gdy doszliśmy na łąkę wiedziałam o nim prawie wszystko.
- A ty, chciałbyś się o mnie coś dowiedzieć?
- No...Nie wiem, może co robiłaś, jak byłaś kociakiem?
- No najbardziej lubiłam bawić się z moim rodzeństwem. Pochodzę z miasta, tam się wychowałam, ale pewnego dnia przygarnęła mnie Alicja. Już ich nawet nie pamiętam. - westchnęłam
- Może pobiegamy? - zapytał Dzikus widząc moje przygnębienie
- Dobra, to kto pierwszy do tamtego drzewa! - krzyknęłam i zaczęłam biec
Biegliśmy łeb w łeb. Dobiegliśmy do drzewa równocześnie.
- Remis! - krzyknął Dzikus
- Może wrócimy, co? - zapytałam widząc, że się ściemnia
- Dobra, odprowadzić cię? - zapytał
- Nie, dzięki. - odpowiedziałam, bałam się, że zobaczy Magaline
- Hmm, spoko jak uważasz. Może spotkamy się jutro tutaj o 9?
- Dobra, no to lecę, pa! - pomachałam łapą
- Trzymaj się! - zawołał

<Dzikus, CD?>

Wystawa!

Prosiłabym, żebyście mi własne głosy na wystawę wysłali również na pw howrse! Nie wiem co jest z tymi ankietami, ale po jednym odświeżeniu strony głosy zniknęły. Wiem, bo głosowałam na pewnego kovura i nie ma przy nim głosu. :/

Ps.
Ankietę zrobiłam od nowa :/
Wasza przywódczyni,
Sadza 

Od Telary - CD historii Wolverina


-Hmm...no może.. eh.. sama nie wiem... - odparłam smutno
-Chociaż w sumie.. - po chwili do głowy przyszła mi pewna myśl
-Tak ?
-Może oni sami się zorientują, kiedy zobaczą nas razem
-Oby - powiedział Wolv dając mi całusa ^^
-Robi się już ciemno.. - mruknęłam smętnie - Muszę już wracać.. - ciągnęłam dalej
-Będę tęsknił.. - powiedział smutno mój partner , pocałowałam go i zeskoczyłam z drzewa, smętym krokiem udałam się do domu.

~Po drodze~

Kiedy szłam do domu spotkałam Vektusa, najwidoczniej wracał z kwatery głównej
-Hejo! - powiedział podbiegając do mnie
-Cześć! - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
-Hehe, gratuluję! - powiedział
-Eh... dopiero co się spotkaliśmy a ty już zaczynasz.. - powiedziałam przewracając oczami
-No co? Tylko Ci mówię , że dobrze Ci się ułożyło że ten em..
-Tak , świetnie, uwierz mi że też się cieszę, i zapewniam Cię - układa mi się najlepiej jak może!
-Hm, jak chcesz.. - powiedział ale właśnie wtedy przekroczyliśmy próg domu
-Oh, no nareszcie jesteście! Już myślałam że się zgubiiście- powiedziała Paula, ja jak najprędzej poszłam się położyć , chciałam żeby już był ranek i żebym znów mogła się spotkać z Wolverinem ^^\

~Rankiem~

<Wolverin? Co się stało rankiem? Czekasz z serenadą? ;p>

♥...Pierwsza para...♥

Telara i Wolverine są razem! Forever mam nadzieję! Gratulacje...


Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Wolverina - CD historii Telary

- (...) Że jesteśmy parą? - zapytała.
- Chyba... Tak. Jesteśmy parą. - powiedziałem całując ją w głowę. - Nawet nie wiesz jaką euforię czuję.
- Ja też... Nie sądziłam, że mnie pokochasz. - szepnęła.
- No co ty? Pokochałem Cię od pierwszego wejrzenia i to ja się dziwie, że kotka taka jak ty, champion pokochała mnie. - uśmiechnąłem się.
- Los chciał byśmy byli razem.
- To nie los... To przeznaczenie. - po tych słowach jeszcze trochę sobie słodziliśmy, aż nagle moja partnerka wstała <bosko móc tak o niej powiedzieć>. - Gdzie idziesz... kochanie?
- Chodź! Powiemy o tym reszcie! - plan Telary mi się spodobał. Wreszcie zaznałem w życiu prawdziwego szczęścia.

Gdy byliśmy już obok mojego domku zastałem Sadzę. Zwróciła na nad uwagę, bo szliśmy z ogonami splątanymi i uniesionymi do góry.
- Wolv... - uśmiechnęła się i spojrzała na moją ukochaną. - Tel... Czy wy...?
- Tak! - wykrzyknęła ucieszona Telara.
- Jesteśmy razem! - dodałem ucieszony.
- To super! Pierwsza para w stadzie! - uśmiechnęła się moja współlokatorka. - Chodźcie! W kwaterze akurat jest zebranie!
Sadza pociągnęła nas za sobą i zaprowadziła do kwatery głównej. Tam byli wszyscy. Gdy tylko weszliśmy wszystko spojrzenia były zwrócone ku nam.
- Kochani muszę Wam coś ogłosić. - dodała tajemniczo Sadza. - Telara i Wolv...
- Jesteśmy razem! - krzyknąłem jednocześnie z Telarą. Sadza spojrzała na nas z ukosa, ale widać, że się cieszyła.
Wszyscy zaczęli nam kolejno gratulować itp., potem zaczęły się rozmowy, podczas których zwialiśmy na zewnątrz.
Zaprowadziłem Telarę na najwyższe drzewo w lesie i tam usiedliśmy w samej koronie. Półksiężyc właśnie wchodził pewnie na niebo ciągnąc za sobą płaszcz mlecznych gwiazd.
- Ale one piękne. - skomplementowała je Tel.
- Nie tak jak ty. - zamruczałem.
- Jesteś uroczy...
- Mrrr...<3 - odparłem i wtuleni w siebie zaczęliśmy podziwiać niebo i okolicę mówiąc czułe słówka sobie na wzajem. Jednak jedno pytanie nie dawało mi pytanie.
- Wolv... Popadasz w melancholię*, dlaczego? - zapytała
- A nic... Jedno pytanie mnie dręczy.
- Jakie?
- Bo wiesz... Cieszę się, że jesteśmy razem, ale... Co nasi opiekunowie na to? Jak oni się o tym dowiedzą?

<Tel...? Masz pomysł...♥♥♥>

*melancholia dla tych co nie wiedzą - stan przygnębienia, nastrój łagodnego smutku.

Od Telary - CD historii Wolverina


- Bo ja... Ja... Cię... Ja Cię kocham. - powiedział całując mnie, zdziwiłam się no bo ..bo... bo ja go ten... ale on... nie sądziłam że mnie pokocha!
A jednak !
To się stało!
Na prawdę ktoś mnie pokochał, i żeby tego była mało toi nie taki zwykły "ktoś" tylko najlepszy "ktoś" na świecie!
Byłam zaskoczona, ale widocznie los tak chciał, a ja nie będę mu się sprzeciwiać
-Ja.. ja Ciebie też.. - powiedziałam po chwili tuląc się do niego jeszcze bardziej, spędziliśmy jeszcze chwilkę na tuleniu się do siebie
-Wiesz co? - zapytałam po chwili
-Tak?
-Czy to oznacza że...
-że?
-że jesteśmy parą?

<Wolv? Tak czy nie?>

Od Sadzy - CD historii Vektusa

Gdy Vek <taki skrócik ^.^> kazał mi zamknąć oczy zdziwiłam się. Co on znowu kombinuje? Jednak ciekawość nie wzięła w górę i cierpliwe siedziałam z zamkniętymi oczami. Słyszałam jak kocur wskakuje na drzewo i zaczyna biegać w kółko. Już po chwili coś zaczęło opadać na moje ciało.
- Otwórz oczy. - powiedział i jak kazał tak zrobiłam.
Wokół mnie, na mnie i nade mną były delikatne biało-różowe płatki kwiatów. Wszystko wyglądało tak pięknie i... romantycznie ^^ Vektus znów okrążył drzewa i kolejny kwiaty opadły na ziemię, zaraz potem usiadł obok mnie.
- Vek... To jest piękne. - szepnęłam i dałam mu przyjacielskiego buziaka w policzek.
- Piękne kwiaty dla pięknej kocicy. - uśmiechnął się, a ja od razu się zarumieniłam.
- Dzięki. Wiesz... Trochę zimno. Wrócimy do kwatery?

<Vektus brak weny T^T>

Od Wolverina - CD historii Telary

Po kilku godzinach wspaniałej zabawy w wodzie wyszliśmy i po wysuszeniu usiedliśmy na brzegu. Słońce zachodziło, było tak romantycznie...
- Ehh.. ale tu pięknie.. - powiedziała wtulając się w mój tors. Na początku się zarumieniłem, ale potem oparłem moją głowę na jej i jedną łapą ją objąłem. Zacząłem cicho mruczeć. - Wolv...
- Tak? - zapytałem.
- Czy ty mruczysz? - uśmiechnęła się.
- E... No... Tak mruczę, bo... Ten zachód jest taki piękny i ogólnie jest...
- Tak wiem. - odparła również mrucząc. Chwilę tak spędziliśmy <ok 30 min.>, gdy postanowiłem wyznać to co czuję.
- Telara... - zacząłem.
- Tak? - zapytała odwracając do mnie głowę.
- Bo ja... Ja... Cię... Ja Cię kocham. - powiedziałem całując <czyli liżąc w pyszczek> ją.

<Telaro? *^*>

Wystawa otwarta!

Dodałam ankiety! Zagłosujcie na najpiękniejszą kotkę i najprzystojniejszego kocurka! Nie ma ankiety z kociątkami, bo zapisana jest tylko Luna :)
NIE MOŻNA GŁOSOWAĆ NA SIEBIE! LICZĘ NA WASZĄ UCZCIWOŚĆ!

Wasza przywódczyni,
Sadza

czwartek, 25 kwietnia 2013

Od Sadzy - CD historii Logana

Historia Logana na prawdę była smutna, obydwoje wiele przeżyliśmy.

- Wow... Musiało Ci być ciężko.
- Mi? Raczej tobie. - szturchnął mnie w ramię. - Wiesz, nie rozmawiajmy już może o tym, dobrze? Wolałbym się przejść.
- Oczywiście. - zgodziłam się. Mi też nie było łatwo o tym mówić. - Gdzie chcesz się przejść?
- Może... Może... Na łąkę?
- Jasne.

Bez dalszych rozmów ruszyliśmy na łąkę. Przez całą drogę skakałam po wyschniętych liściach, bo fajnie chrupią pod łapami. Logan śmiał się ze mnie, ale ja będę robić to do końca życia ;3
- Poskacz sobie. - zaproponowałam i razem zaczęliśmy skakać.
Było przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy. W końcu dotarliśmy na łąkę i tam co zastaliśmy? Ludzi koszących trawę.
- To... Co robimy? - zapytał.
- Może trochę ich po wnerwiamy?

<Logan brak weny T^T>

Od Sadzy - CD historii Luny

Po tym jak Papi wypluła na mnie wodę miałam ochotę kogoś solidnie podrapać... Obojętnie mi kogo. Na pyszczku Luny malował się uśmiech, jednak mi to nie przeszkadzało. Cieszyłam się, że ona się cieszy :3

- Ile ty tego kurde wzięłaś!? - krzyknęła Patrycja.
- Ja tylko całość zawartości bagażnika auta. Mama mi na siedzenia wpakowała jeszcze kilka 10 kg opakować żarcia. W sumie to...- przeliczyła w myślach. -Ponad sto kilogramów żarcia.
Pata posłała jej po drodze niezłą wiązankę przekleństw.
- To się nazywa wyrozumiałość dla kotów. - parsknęła Luna, a ja zaczęłam wylizywać swoje futro.
- No cóż... Będziemy mieć co jeść. - uśmiechnęłam się  i pacnęłam kotkę mokrym ogonem.
- Fuj! Idź na słońce wysusz się!
- Słońce... Ta.... Chciałabym, ale w jesień to trochę trudno.
- Jesień? Masz coś do niej! Ona jest super! Można bawić się w stertach liści i... Bawić się w stertach liści! - wołała z entuzjazmem mała.
- Chcesz iść się pobawić w stertach liści? - zapytałam sarkastycznie.
- Tak! - odparła Luna, która zignorowała mój ton.
- Niech Ci będzie. - odparłam i wyskoczyłam przez okno domku. - Wyjdź drzwiami! - krzyknęłam do niej, lecz samica powtórzyła mój ruch i wyskoczyła przez okno. Trafiła idealnie w stertę liści.
- Yeah! - uśmiechnęła się.
- Bawimy się?

<Luna?>

Tony'ego - CD historii Skayres

Ech... Nad jeziorem było tak miło i przyjemnie.

- Mmm, ale cieplutko. - powiedziała Skayres.
- Dokładnie. Mógłbym tak cały dzień. - odparłem rozciągając się na ziemi.
Kotka podeszła do jeziora i zaczęła pić. Słońce grzało przyjemnie, ale przez to moje pragnienie się wzmogło. Spokojnie podszedłem do tafli wody i również zacząłem pić. Nim się obejrzałem kotka uderzyła z całej siły w wodę sprawiając, że byłem cały mokry za to ona sucha.
- Dziękuję. - szepnąłem "obrażony" i ruszyłem w stroną lasku.
- Tony ja... Ja nie chciałam... To był tylko żart. - mówiła kotka idąc w moją stronę.
Wtedy ja szybko się obróciłem i zacząłem otrzepywać się z wody. Skay przerażona zaczęła biec w stronę jeziora i przy samym brzegu wepchnąłem ją do zbiornika wodnego.
- Tony! - wrzasnęła i gdy odwracałem się by odejść kotka pociągnęła mnie za ogon. Nie zdążyłem się zaprzeć i również wpadłem.
- Skayres! - po moim krzyku z lekkim uśmiechem rozpoczął się bieg na suchy ląd.
Gdy tylko któreś z nas było na brzegu, to drugie znów zaciągało go do wody. I tak w kółko i kółko... W końcu dałem za wygraną. - Dobra już, już!
- Ha! Mam Cię. - uśmiechnęła się.
- Ale jestem głodny... Idę polować, przyłączysz się?

<Skay?>

Koniec!

Zapisy na wystawę zamknięte!

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Telary - CD historii Wolverina


-No pewnie! - powiedziałam kończąc pić wodę
-Hehe, no to w drogę! - powiedział Wolv i ruszyliśmy nad jezioro

~Nad jeziorem~

Kiedy doszliśmy nad jezioro woda obijała się o brzeg, łagodne fale, ostatnie promienie słońca i taki cudowny krajobraz, właśnie sobie go podziałam, gdy Wolv wepchnął mnie do wody, jednak nie dałam się mu tak łatwo bo przy spadaniu złapałam go za łapę i tym sposobem oboje znaleźliśmy się w wodzie
-Ty! - powiedziałam chlapiąc na niego
-Ej! - odpowiedział również mnie chlapiąc , bawiliśmy się tak jeszcze kilka minut potem postanowiliśmy popływać

~Kilka godzin potem~

Po kilku godzinach, oboje okazywaliśmy zmęczenie więc niechętnie wyszliśmy z wody, był już wieczór słońce zachodziło, usiedliśmy na brzego
-Ehh.. ale tu pięknie.. - powiedziałam wtulając się w jego tors, od razu się zarumieniłam

<Wolverin? Sorki że takie krótkie , cierpię na aktualny brak weny :/>

Od Vektusa - CD historii Sadzy


-Chyba... - odpowiedziałem trochę niepewnie
-Ale... - pociągnąłem dalej
-Ale co?
-Ale zobacz jak tu pięknie!
-No może..
-Może? Piękne drzewa słońce jesień już zapasem w okolicy mało takich miejsc a ty mówisz "może" ? - zaśmiałem się
-eh.. no dobra ... tu jest pięknie!
-No właśnie chodź! - popędzałem ją
-A-ale gdzie?
-Przed siebie... - powiedziałem i zachęcającym ruchem głowy sprowadziłem ją w głąb sadu, muszę przyznać był piękny... ba piękny był najcudowniejszym miejscem jakie widziałem! I w dodatku.. była tam Sadza!
Czyli.... wychodzi na to.. że byłem w najpiękniejszym miejscu jakie widziałem z najpiękniejszą kotką jaką widziałem! A więc.. to najpiękniejszy dzień w moim życiu! Właśnie stanęliśmy pod drzewem troszkę podobnym do jabłoni w czasie zakwitu, no ale to nie ważne miało malutkie różowe kwiatuszki
-poczekaj chwilkę - powiedziałem do Sadzy z szarmanckim uśmieszkiem
-Co ty chcesz zrobić? - zapytała śmiejąc się
-Coś fajnego! - powiedziałem i zwinnie wskoczyłem na drzewo
-Zamknij oczy- powiedziałem kiedy byłem już na najwyższej gałęzi na drzewie
-Ale po co? - zapytała zaciekawiona kotka
-hehe... zobaczysz, ale zaufaj mi!
-No dobra... - powiedziała niepewnie kotka zamykając oczy, ja zacząłem skakać po gałęzi a płatki opadały na Sadzę, wyglądała przepięknie! jej szare futro wręcz idealnie komponowało się z różowo-białymi delikatnymi płatkami

<Sadza? i jak wrażenia?>

Od Sadzy - CD historii Dextera

Dzisiaj patrolowałam tereny wokół stada krów pani Simons. Muszę w końcu znaleźć partnera... Nie dam rady patrolować tak dużych terenów sama. Dobrze, że mam Wolverina, ale gdy on znajdzie partnerkę też nie będzie miał już dla mnie tyle czasu. Wszystko było okey, ale nagle usłyszałam jak jedna z krów zaczęła głośno muczeć. Pobiegłam w stronę dźwięku i kogo zobaczyłam? Dextera masującego swoją łapkę.

-Hej. - powiedziałam.
- Cz-cześć. - wydusił z siebie próbując wstać.
- Coś Ci jest?
- Nie! Wszystko w porządku.
- Przecież widzę
- Najwidoczniej źle widzisz. - uśmiechnął się.
- To dziwne... Weterynarz mówi, że mam świetny wzrok. - również się uśmiechnęłam pomagając mu wstać.
- Dzięki.
- Hehe... Zaatakowałeś nie tę krowę. Ona zawsze taka jest. Pacniesz ją, a ona od razu ma zamiar Cię zgnieść.
- Zauważyłem.
- Masz ochotę na spacer? - zapytałam, a mu mina zrzedła :/

<Dexter?>

Od Tony'ego - CD historii Swift

Gdy zaprowadziłem Swift do Sadzy, a ta zgodziła się przyjąć tą pierwszą do stada stwierdziłem, że moja "robota" jest skończona. Jednak Swift podeszła do mnie i zaczęliśmy gadać.

- Dzięki, że mnie tu zaprowadziłeś. - powiedziała.
- A spoko. - odparłem.
- No to ja idę popływać.
- Ty lubisz pływać? - zapytałem.
- Noo... A to coś dziwnego?
- Hm... W sumie nie. Możliwe, że spotkasz tam Telarę i Wolverina.
- Kogo?
- To członkowie stada... Chyba coś między nimi jest. - zaśmiałem się. - Obydwoje są rasy bengalskiej.
- Ah... Może pójdziesz ze mną? Poznasz mnie z nimi i w ogóle.
- Skoro chcesz. - odparłem obojętnie i ruszyłem z Swift.

<Swift, brak weny T^T>

Od Sadzy - CD historii Czarnulki

Przybiegł do mnie Dexter mówiąc, że Linett bije się z jakaś obcą kotką. Od razu tam pobiegłam, bo nie pozwolę na takie coś. Nieznajoma siedziała cicho pod ścianą kwatery.

- Linett, zostaw ją, może ona nie wie o naszym stadzie. Co cię do nas sprowadza? - zapytałam.
- Ja tak tylko przypadkiem...- wyjąkała.
- Hm... Przypadkiem. Masz właściciela?
- Tak oczywiście! - odparła.
- Wiesz... Mam stado. Możesz dołączyć. Nawet jakbyś nie miała właściciela i tak możesz dołączyć. - zaśmiałam się.
- To jak? - zapytał Dzikus... Zara... Skąd tu Dzikus? O.o
- Dzikus co ty tu... - zaczęłam.
- Jeżeli mogę. - przerwała mi kotka.
- To super! - ucieszyłam się. - Dzikus możesz oprowadzić...
- Czarnulka. - powiedziała radośnie kotka.
- (...) Czarnulkę?
- Jasne. - kocur uśmiechnął się i razem z Czarnulką wyszedł.

<Czarnulka?>

wtorek, 23 kwietnia 2013

Od Logana - CD historii Sadzy


Sadza zaczęła mi opowiadać swoją historię. Zrobiło mi się jej strasznie żal... Została oddzielona z rodzeństwem, straciła rodziców.... Musiało być jej strasznie ciężko.
- (...) A ty? Jak tam twoja historia? Pamiętasz coś? - spytała po czasie.
- C-co? A, nie... Nie chcesz jej znać. - zaśmiałem się lekko.
- Ależ chcę. - zrobiła maślane oczka, a ja wprost nie potrafiłem odmówić.
- No dobrze. - odparłem. - Tak więc jak już mówiłem, jestem rasowy. Urodziłem się więc w hodowli. Pewnego dnia kupił mnie pewien milioner. Ten jednak zachorował i umarł. Cały jego majątek został przekazany jego siostrzenicy, która nienawidziła kotów i po prostu mnie wyrzuciła. Byłem wtedy taki malutki... No i oczywiście przygarnęła mnie Magda, a weterynarz zrobił mi jakieś badania, by zobaczyć, czy aby na pewno jestem rasowy. Zaprzyjaźniłem się ze Skay, potem poznałem Ciebie. - uśmiechnąłem się. - To tyle.
- Wow... Musiało Ci być ciężko.
- Mi? Raczej tobie. - szturchnąłem ją w ramię. - Wiesz, nie rozmawiajmy już może o tym, dobrze? Wolałbym się przejść.
- Oczywiście. - zgodziła się.

<Sadza? Wybacz, ale na prawdę weny nie miałam :/>

Tereny!

Do terenów Stada Kocich Tajemnic dodaję piękny sad, który odnalazłam razem z Vektusem :3

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Sadzy - CD historii Vektusa

Odpoczywałam sobie na parapecie w słońcu póki jeszcze jest. Jesień już za pasem...
- Witaj! - powiedziałam, gdy zauważyłam kroczącego w moją stronę Vektusa.
- Cześć! - odpowiedział. - Dasz się namówić na spacerek? - dodał po chwili zrywając kwiatek i dając mi go.
- Dziękuję. - zarumieniłam się. - Chętnie spędzę dzisiejszy dzień w Twoim towarzystwie. - powiedziałam zeskakując zwinnie z parapetu.
- Gdzie chcesz się przejść?
- Hm... Na łąkę. Jesień za niedługo. Chciałabym jeszcze skorzystać z przyjemnego blasku słońca.
- Skoro chcesz to tam pójdźmy. - Vektus uśmiechnął szarmancko i poszliśmy w stronę łąki.

Długo szliśmy, aż za długo... Minęła przynajmniej 1 godzina, a łąki nadal nie było widać. Bardzo prawdopodobne, że się zgubiliśmy. Zanim jednak powiedziałam swoje podejrzenia Vektusowi przed moimi oczami ukazał się piękny sad, którego drzewa miały różowe kwiaty.
- Chyba się zgubiliśmy. - powiedziałam do Vektusa.

<Vektus, brak weny T^T>

Od Skayres - CD historii Tony'ego


Tony spytał się, czy może mnie odprowadzić, a ja bez zastanowienia się zgodziłam. Gdy byliśmy już przed płotem mojego domu zauważyłam Logana. Spojrzał się nieufnie na Tony'ego, na mnie i wskoczył za ogrodzenie. Wydawało mi się, jakby widział w nowym członku stada zagrożenie.
- To Logan. Mieszka ze mną. - powiedziałam.
- Spoko nie musisz się tłumaczyć. - odparł odchodząc.
- O 9:00 spotkamy się przy tej latarni <wskazałam łapką>, okey? Oprowadzę Cię do końca.
- Okey. - po tych słowach ruszył "z kopyta".
Gdy usłyszałam twierdzącą odpowiedź, na moim pyszczku namalował się uśmiech. Nie wiem, czemu, ale zdawało mi się, że z tej znajomości może wyjść coś więcej, niż sama przyjaźń. Szczęśliwa skoczyłam za ogrodzenie i mało co nie dostałam zawału. Gdy się odwróciłam, spostrzegłam Logana stojącego dokładnie kilka milimetrów przede mną.
- Kto to był? - spytał.
- A ty co? Mój ojciec? - zaśmiałam się i zwinnie wyminęłam kocura, po czym zrobiłam kilka kroków ku drzwi. Ten jednak podbiegł i zatrzymał mnie.
- Spotkasz się z nim jutro? - pytał dalej.
- Daj sobie spokój, okay? - fuknęłam.
Pośpiesznym krokiem udałam się do drzwi wejściowych i poczęłam je drapać. Po chwili podeszła mama Magdy i otworzyła je, a ja szybko weszłam do środka. Niestety - upierdliwy kocur też. Podbiegłam do Magdy, która siedziała na fotelu i zajęłam miejsce na jej kolanach, patrząc na Logana wzrokiem dającym do zrozumienia ''nie waż się do mnie podchodzić''. Moja pani zaczęła głaskać mnie po głowie i drapać za uchem, a ja usnęłam mrucząc z rozkoszy.

~nazajutrz~

Wstałam dość wcześnie. Pierwsze, co moje oczy zobaczyły tego dnia to Logan stojący nade mną i wpatrujący się we mnie.
- Odpowiesz mi wreszcie? - znów zaczął mnie męczyć.
- Słuchaj, nie muszę Ci się spowiadać. - przewróciłam oczami i odepchnęłam kolegę tylnymi łapami, po czym zwinnie zeskoczyłam z fotela.
- Zadałem Ci pytanie! - krzyknął z oburzeniem w głosie.
- A ja je zignorowałam. - nie zważając na kocura podeszłam do miski z jedzeniem.
Gdyby nie to, że Magda zawołała Logana pewnie dalej by się dopytywał. Wykorzystując chwilę szybko zjadłam i czym prędzej wyszłam przez otwarte okno na dwór. Tam szybko wylizałam sierść i udałam się pod latarnię. Tony już na mnie czekał. Na sam jego widok uśmiechnęłam się i usiadłam obok.
- Hej. Długo czekasz? - spytałam.
- Dopiero przyszedłem. - oznajmił. - To jak? Gdzie mnie teraz zaprowadzisz?
- Hmm... Las już widziałeś, łąkę też... Zabrałabym Cię nad jezioro, ale to 45 minut drogi. - westchnęłam.
- Żaden problem.
- Serio?
- Serio. Prowadź. - również się uśmiechnął.

Nie czekając na dalsze słowa, wstałam i skierowałam się w stronę jeziora, a Tony szedł koło mnie. Co chwila zamienialiśmy ze sobą kilka słów, a ja od czasu do czasu starałam się trochę do niego zbliżyć. Gdy wreszcie doszliśmy, pierwsze, co zrobiliśmy to wylegiwanie się na trawie. Do tego słońce przyjemnie przygrzewało.
- Mmm, ale cieplutko. - rozmarzyłam się.
- Dokładnie. Mógłbym tak cały dzień.
- ''Mógłbyś, ale ja Ci na to nie pozwolę.'' - pomyślałam.
Wstałam i podeszłam do wody, przy czym udawałam, że piję. Pragnienie w końcu dopadło Tony'ego, więc również podszedł, a ja wtedy zrobiłam jeden, potężny plusk, ochlapując basiora, sama zaś zostając sucha.

<Tony? Nie obrazisz się?>

Pora roku!

Obecna pora roku to jesień! Wspomnijcie w opowiadaniach ;)

Wasza przywódczyni,
Sadza

Od Wolverina - CD historii Telary

Telara wygrała niebieską wstążkę! Moja dziew... Hehe... Moja przyjaciółka jest championem! Wiedziałem to od zawsze, ale teraz mam dowody. Niebieska wstążka była przypięta do obróżki, którą dałem jej dzień wcześniej. By uczcić dzisiejszy dzień postanowiliśmy pochodzić po lasku.
Gdy już tam byliśmy zaczęłam się czaić i szybko wbiegłem w krzaki.

- Wolverine? - kotka zawołała mnie lecz ja cicho zaszedłem ją od tyłu i klepnąłem łapą w grzbiet.
- Berek! - krzyknąłem, a ona odskoczyła.
- A! nie strasz mnie! - powiedziała lecz ja już odbiegałem w stronę jeziora. Czemu akurat jeziora? Obydwoje lubimy wodę więc...

Gdy byliśmy kilkadziesiąt metrów od jeziora Telara pacnęła <przekazała mi tzw. berka> mnie w łeb i zaczęła biec w przeciwnym kierunku. Moje plany dotyczące zabawy w wodzie legły w gruzach, ale co tam... Zabawa była przednia. Kotka była strasznie szybka i dogoniłem ją dopiero w kwaterze głównej.
- Hah...hah...ha... - sapała Telara. - Wy...wygra...wygrałam!
- Bo... ja... był...byłem zbyt... zmęczo...ny. - również sapałem. Ten bieg był strasznie męczący, ale czas spędzony z Telarą był tego warty. - Idziesz się... Napić wody?
- Mojej pani nie... ma. Ale pocze...kam na Ciebie. - powiedziała.
- Nie no... Chodź u mnie się napijesz. - zaproponowałem i powolnym krokiem razem z kotką ruszyłem w stronę domu.
Papi widząc jak mozolnie wchodzimy do domu od razu nalała nam <Telarze też ^____^> zimnej wody...
- Czuję się jak w raju. - powiedziałem kończąc pić.
- Tak... Woda jeszcze nigdy nie smakowała tak miło.
- Yhym... Idziemy popływać?

<Telara brak weny :/>

Od Swift


Pierwszy raz w nowym otoczeniu. Nawet ładnie było, drapaki, kuweta, jedzenie, woda a co najlepsze jezioro. Pani pogłaskała mnie i puściła na dwór. No i oczywiście pognałam w strone jeziora. Nim sie nie obejrzylam byłam w wodzie. Było super. Nagle sporstrzegłam kota tej samej rasy. Cała mokra wyszłam na ląd po czym sie wytrzepałam. Zmierzyłam kocura wzrokiem.
-Kto ty?- Zapytałam krotko.
- A ty to ?-Zapytał.
-Pierwsza spytałam.-Odpowiedziałam.
-Tony, jestem a ty to ?-Zapytał ponownie.
-Swift.-Odpowiedziałam krótko.
-Nie jesteś z naszego stada co nie?-Powiedział niepewnie.
-Stada?!Jakiego?-Zapytałam.
-No Sadza prowadzi to stado...-Powiedział.
-Mogłabym dołączyć?-Zapytałam.
-To już jej sie pytaj.-Odpowiedział.Tony zaprowadził mnie do Sadzy. Zapytałam jej sie czy mogłabym dołączyć. Kotka sie zgodziła. Postanowiłam kogos poznać żeby mieć sie z kim trzymać i nie być odlutkiem.Podeszłam do Tony'ego.
-Dzieki że mnie tu zaprowadziłeś.-Powiedziałam.
-A spoko.-Odpowiedział.
- No to ja ide popływać.-Powiedziałam.
-Ty lubisz pływać?!-Powiedział zdziwiony Tony.
-Noo... A to coś dziwnego?-Zapytałam.

<Tony dokończysz proosze x.x>

Nowa kotka - Swift!

Swift, tropicielka

Od Czarnulki


Miałam dość Magaline. Cały czas kazała mi podziwiać jej wygląd. Miałam dość jej rządzenia i wywyższania się. Co z tego, że nie jestem rasowa. Miałam jej serdecznie dość. Przy pierwszej lepszej okazji wybiegłam z domu. Nie wiedziałam co z sobą zrobić. Byłam w miasteczku od niedawna. Nie znałam jeszcze terenów. Po raz pierwszy wyszłam na dwór sama. Zobaczyłam las i skierowałam tam moje kroki.
( w lesie )
Weszłam na kamienistą ścieżkę. Ptaki śpiewały, las szumiał. Nagle zobaczyłam ślady kocich łap. Skierowałam się za nimi. Gdy tak szłam usłyszałam cichy szelest. Nie zawracałam sobie nim głowy, tylko uparcie szłam za śladami. Nagle zobaczyłam domek na drzewie. Ślady za którymi wcześniej szłam prowadziły właśnie do niego. Podkradłam się i weszłam na górę. W tej chwili skoczyła na mnie jakaś kotka. Zaczęła ze mną "walczyć". Oczywiście przegrałam.
- Co ty tu robisz?- zapytała
- Ja...
- No a kto, skąd się tu wzięłaś, kim jesteś?- zapytała kotka
- Nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle tych pytań. W tej chwili weszła jakaś inna kotka i powiedziała
- Linett, zostaw ją, może ona nie wie o naszym stadzie. Co cię do nas sprowadza?- zapytała
- Ja tak tylko przypadkiem...- wyjąkałam
Niebieska kotka stropiła się, po czym powiedziała:

< Sadza, sorry, brak weny T.T >

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Kursor ;3

Wiecie, czy nie, ale i tak to powiem! Nasz kursor z zwykłej białej myszki, stał się żółto-zieloną szczałką! xd

Wasza przywódczyni,
Sadza

Ps.
Wszelkie błędy są zrobione umyślnie :D

Wystawa!

Zapisy na wystawę są oficjalnie otwarte! Więcej w zakładce "Wystawy".

Wasza przywódczyni,
Sadza :)

Nowa kotka - Czarnulka!

Czarnulka, strażniczka