Tony spytał się, czy może mnie odprowadzić, a ja bez zastanowienia się zgodziłam. Gdy byliśmy już przed płotem mojego domu zauważyłam Logana. Spojrzał się nieufnie na Tony'ego, na mnie i wskoczył za ogrodzenie. Wydawało mi się, jakby widział w nowym członku stada zagrożenie.
- To Logan. Mieszka ze mną. - powiedziałam.
- Spoko nie musisz się tłumaczyć. - odparł odchodząc.
- O 9:00 spotkamy się przy tej latarni <wskazałam łapką>, okey? Oprowadzę Cię do końca.
- Okey. - po tych słowach ruszył "z kopyta".
Gdy usłyszałam twierdzącą odpowiedź, na moim pyszczku namalował się uśmiech. Nie wiem, czemu, ale zdawało mi się, że z tej znajomości może wyjść coś więcej, niż sama przyjaźń. Szczęśliwa skoczyłam za ogrodzenie i mało co nie dostałam zawału. Gdy się odwróciłam, spostrzegłam Logana stojącego dokładnie kilka milimetrów przede mną.
- Kto to był? - spytał.
- A ty co? Mój ojciec? - zaśmiałam się i zwinnie wyminęłam kocura, po czym zrobiłam kilka kroków ku drzwi. Ten jednak podbiegł i zatrzymał mnie.
- Spotkasz się z nim jutro? - pytał dalej.
- Daj sobie spokój, okay? - fuknęłam.
Pośpiesznym krokiem udałam się do drzwi wejściowych i poczęłam je drapać. Po chwili podeszła mama Magdy i otworzyła je, a ja szybko weszłam do środka. Niestety - upierdliwy kocur też. Podbiegłam do Magdy, która siedziała na fotelu i zajęłam miejsce na jej kolanach, patrząc na Logana wzrokiem dającym do zrozumienia ''nie waż się do mnie podchodzić''. Moja pani zaczęła głaskać mnie po głowie i drapać za uchem, a ja usnęłam mrucząc z rozkoszy.
~nazajutrz~
Wstałam dość wcześnie. Pierwsze, co moje oczy zobaczyły tego dnia to Logan stojący nade mną i wpatrujący się we mnie.
- Odpowiesz mi wreszcie? - znów zaczął mnie męczyć.
- Słuchaj, nie muszę Ci się spowiadać. - przewróciłam oczami i odepchnęłam kolegę tylnymi łapami, po czym zwinnie zeskoczyłam z fotela.
- Zadałem Ci pytanie! - krzyknął z oburzeniem w głosie.
- A ja je zignorowałam. - nie zważając na kocura podeszłam do miski z jedzeniem.
Gdyby nie to, że Magda zawołała Logana pewnie dalej by się dopytywał. Wykorzystując chwilę szybko zjadłam i czym prędzej wyszłam przez otwarte okno na dwór. Tam szybko wylizałam sierść i udałam się pod latarnię. Tony już na mnie czekał. Na sam jego widok uśmiechnęłam się i usiadłam obok.
- Hej. Długo czekasz? - spytałam.
- Dopiero przyszedłem. - oznajmił. - To jak? Gdzie mnie teraz zaprowadzisz?
- Hmm... Las już widziałeś, łąkę też... Zabrałabym Cię nad jezioro, ale to 45 minut drogi. - westchnęłam.
- Żaden problem.
- Serio?
- Serio. Prowadź. - również się uśmiechnął.
Nie czekając na dalsze słowa, wstałam i skierowałam się w stronę jeziora, a Tony szedł koło mnie. Co chwila zamienialiśmy ze sobą kilka słów, a ja od czasu do czasu starałam się trochę do niego zbliżyć. Gdy wreszcie doszliśmy, pierwsze, co zrobiliśmy to wylegiwanie się na trawie. Do tego słońce przyjemnie przygrzewało.
- Mmm, ale cieplutko. - rozmarzyłam się.
- Dokładnie. Mógłbym tak cały dzień.
- ''Mógłbyś, ale ja Ci na to nie pozwolę.'' - pomyślałam.
Wstałam i podeszłam do wody, przy czym udawałam, że piję. Pragnienie w końcu dopadło Tony'ego, więc również podszedł, a ja wtedy zrobiłam jeden, potężny plusk, ochlapując basiora, sama zaś zostając sucha.
<Tony? Nie obrazisz się?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz