Biegałem sobie blisko lasku między latarniami, bo mi się nudziło. Sadzy w domu pewnie jeszcze nie ma, a to oznaczałoby, że zginę gdy wejdę do domu. Patrycja starannie przygotowuje nas do wystawy i codziennie jesteśmy poddawaniu czesaniu >.< Rozmyślając tak wpadł na mnie jakiś dziwnie znajomy kocur:
- Wolverine! - wrzasnął skacząc na mnie. Odruchowo go zrzuciłem. - Nie poznajesz starego kumpla Tony'ego? - zaśmiał się.
- Tony! - krzyknąłem przerażony.. - Nie! Tylko nie ty!
- Owszem ja... - zaśmiał się, a wtedy przybiegła Skay.
- Słyszałam krzyki co jest!?
- Nic nie jest! Koniec świata! - rozpaczałem. Myślałem, że 2 tygodnie temu rozstaliśmy się na zawsze!
- Ktoś ty? - zapytała nieufnie kotka.
- Nazywam się Tony. - odparł równie nieufnie. - A ty?
Dalszej części rozmowy zignorowałem. Czemu on wrócił?! Jakieś fatum czy coś? Załamany potuptałem do domu. Gdy miałem zamiar wejść w drzwiczki dla kota ktoś chwycił mój ogon w zęby i odciągnął do tyłu.
- Panie się przepuszcza! - usłyszałem głos Sadzy. Nie miałem ochoty się drażnić więc ją przepuściłem.
- Właź. - Sadza specjalnie "utknęła" w wejściu więc ją tam wepchnąłem.
- Ej! Jeszcze raz i... - wrzeszczała, ale ja wskoczyłem Papi na kolana i zacząłem domagać się pieszczot. W końcu usnąłem.
~nazajutrz~
Obudziłem się na kanapie w dużym pokoju. Patrycja dodatkowo przykryła mnie kocem :3 Spojrzałem na zegar i... Była już 9:00! Szybko poszedłem pod dom Telary.
Gdy już tam dotarłem siedziałem jakieś 10 min. na wycieraczce czekając na kotkę.
- Długo czekasz? - powiedziała gdy wyszła, a przy okazji rozciągnęła się.
- Jakieś 10 minut. - zaśmiałem się. - Co robimy?
- Nie wiem... Przejdziemy się na miasto? Podrażnimy ludzi i wg.
- Chętnie. - powiedziałem i ruszyłem za Telarą w stronę miasta.
Gdy już tam byliśmy strasznie uważaliśmy, bo gdzie nie spojrzeć jechało auto lub rower. Do tego miałem pewność, że nikt nie przejmie się naszą śmiercią. Na drodze leżały przynajmniej 3 rozjechane gołębie.
- Ale piękna. - powiedziała nagle Telara patrząc na wystawę sklepu zoologicznego. Podszedłem do niej i zauważyłem to.
- Chodzi Ci o tą. - wskazałem na turkusowo-fioletową <w kratkę> obróżkę z małymi ćwiekami.
- Yhym... Cudowna.
- Chcesz to Ci ją wezmę. - zaproponowałem.
- Sama dam radę ją wziąć. - zaśmiała się.
- Tak, ale ja zrobię to lepiej i szybciej. - uśmiechnąłem się szarmancko.
- Dobra... Masz 3 minuty, potem ja próbuje.
- Okey... Ale gdy zobaczysz jak uciekam ze sklepu biegnij za mną.
- Spoko.
Czekałem, aż jakiś człowiek wejdzie do sklepu, by otworzył mi drzwi. Po jakiś 5 minutach wślizgnąłem się do środka i zacząłem biegać w kółko.
- Wynocha wstręty kocie! - krzyknęła pani za kasą i wtedy wbiegłem na zaplecze. Ona pobiegła za mną, a wtedy ja przebiegłem pomiędzy jej nogami, wskoczyłem na wystawę, zębami zerwałem z niej obróżkę i wybiegłem ze sklepu.
Normalnie krzyknąłbym "Uciekaj!" do Telary, ale miałem w ustach obrożę. Bez słów kotka pobiegła za mną do naszej kwatery głównej.
Biegliśmy dość długo, ale na szczęście po:
1. Nikt nas nie złapał.
2. W domu byliśmy sami.
U góry położyłem się na poduszce i podsunąłem nieśmiało Telarze obróżkę.
- Proszę. - zarumieniłem się lekko. - Mówiłem, że dam radę?
<Telara? ^______^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz