Dzisiaj jest pierwszy dzień kiedy czuje, że nic mi się nie chce. Odpoczywam sobie zewnętrznym domku powoli zasypiając.
- Wolverine! - usłyszałem krzyk mojej towarzyszki.
- Śpię. - odparłem przewracając się na bok.
- Śpij. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że idę zwerbować nowe koty. Jeżeli ktoś przyjdzie powiedz mu to. Jakby co przekazuję Ci dowództwo.
- Ta... Idź już. - sapnąłem ponownie zasypiając.
Obudziłem się jakieś dwie godziny później, czyli koło 12:40. Czemu się obudziłem? Usłyszałem jak Patrycja sypie jedzenie do mojej miski. Mam karę przez Sadzę i przez tydzień muszę jeść suche żarcie :/ Wbiegłem przez drzwiczki dla kota do domu i bez namysłu popędziłem do kuchni. Opiekunka nie zdążyła się odsunąć, a mój pyszczek już brał do ust jedzonko.
- Ale z Ciebie łakomczuch. - zaśmiała się Pati głaszcząc mnie. - Jedz, jedz... Będziesz miał dzięki temu piękną i lśniącą sierść.
- Miau/Yhym. - odparłem. <to co jest przed "/" oznacza to co słyszą ludzie.>
- Sadza też to dostanie... Obydwoje musicie wyglądać pięknie na wystawie. - wystawa... Nareszcie.
Lubię wystawy mimo iż jestem kocurem. Gdy jadłem ktoś zadzwonił do drzwi. Papi (tak ją nazywam :3) poszła otworzyć. Dokończyłem posiłek i wybiegłem na dwór, gdzie usłyszałem znany mi głos.
- Cześć Wolverine! - powiedział Vektus.
- Hejka! - odparłem.
- Zastaliśmy Sadzę? - zapytał po chwili.
- Nie.. niestety gdzieś poszła... chyba szukać nowych członków..
- To dobrze się składa! - odezwała się piękna kotka. Dopiero teraz ją zauważyłem.
- Ja.. chciałabym dołączyć do stada
- Hmmm... - zastanawiałem się. Oczywiście chciałem wykrzyczeć "Tak!", ale wyszedłbym na hipstera. - Jasne. Sadza dała mi przywództwo na czas jej nieobecności. - uśmiechnąłem się lekko do kotki.
- Dzięki. - powiedziała.
- Wolverine oprowadzisz ją, czy ja mam to zrobić? - zapytał Vektus przerywając ciszę. Przez cały jej czas patrzyłem ze wzajemnością w oczy nieznajomej.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko to z chęcią ją oprowadzę. - odparłem rozciągając się.
- Dobra... To ja lecę. Spotkamy się w domu! - krzyknął i odbiegł.
- Nazywam się Wolverine. - powiedziałem.
- Telara.
- Piękne imię. - szepnąłem lekko się rumieniąc.
- Dzięki... To od czego zaczniemy? Dopiero dzisiaj przyjechałam i nie znam okolicy.
- Pokażę Ci las, dojdziemy do kwatery, potem łąkę i resztę miasta. Co ty na to?
- Okey.
Tak jak zaplanowałem na początku ruszyliśmy do lasu. Telara była całkiem fajna, bo miała podobny charakter do mojego. Żywiołowa i ciekawska, a do tego ładna. Idealny przedstawiciel kotów belgijskich. W środku lasu zauważyła wiewiórkę i zaczęła za nią gonić. Sam nie czekałem dłużej i również to zrobiłem. Po 10 minutach wiewiórka po prostu zniknęła. Nie wiem jak one to robią.
- Co to? - zapytała kotka.
- To właśnie stary domek na drzewie. Kwatera główna Stada Kocich Tajemnic. Chodź pokażę Ci środek.
- Nie zawali się?
- No coś ty... Całe stado w nim siedziało, czyli 10 kotów ze mną wraz.
- I przeżyliście?!
- No raczej... Inaczej bym tu nie stał. - zaśmiałem się i poprowadziłem Telare do środka. Obiegła domek wzdłuż i wszerz, po czym chciałem zaprowadzić ją na łąkę.
- Em... Wolverine?
- Tak?
- Chyba nie możemy pójść na łąkę. Pada. - westchnęła.
- Nie lubisz wody? - zasmuciłem się.
- Lubię tylko... E... Ty lubisz?
- No jasne! - ucieszyliśmy się oboje. Pierwsza kotka, która nie ma nic przeciwko wodzie! ^________^ - To idziemy na tę łąkę? Będzie ubaw.
<Telara :3?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz