sobota, 13 kwietnia 2013

Od Luny


Myślałam,że rodzina mnie kocha.Po raz kolejny się pomyliłam...Ale żeby zostawić bawiące się kociątko przy drodze?Nawet jak na nich to paskudny chwyt.Niestety,moi rodzice uchodzą za najsprytniejsze koty w naszej okolicy.Przepraszam-ich okolicy.Mnie tam nie chcą.
Czemu?Jestem co prawda mała i nieco słaba (fizycznie) ale uwielbiam pomagać.Jak widać nie chcą takiego kotka w swym miocie...
Właśnie biegłam ile sił w łapkach gdy nagle potknęłam się.Najlepsze (sarkazycznie;dop.autora) było w tym wszystkim gdzie upadłam.Na sam środek ruchliwej ulicy.Uskoczyłam w ostatniej chwili przed nadjeżdżającym samochodem.Najstarsza moja siostra (już z resztą dorosła) zawsze mówiła nam że gdy będziemy w takiej sytuacji należy uskakiwać od nadjeżdżających aut.Szkoda tylko,że jej ukochany tak zginął.Nie zauważył ciężarówki,gdy uskoczył przed cysterną czy coś w tym rodzaju.
Nagle zobaczyłam jakiś kształt.Kot?
-Uważaj!!!-krzyknęło to coś i odepchnęła mnie ze sobą od auta.Otrzepałam się i spojrzałam na wybawiciela.Dorosła kotka z szarawą sierścią.
-Co ty tam robiłaś?-spytałam ostro.Skuliłam się na sam dźwięk.
-Uciekałam i potknęłam się...-wyjąkałam zamykając oczka przed możliwym uderzeniem.Tak zawsze robił ojciec gdy coś źle zrobiłam.

<Sadza?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz