-Z tymi brudnymi łapami nie będziesz biegał mi po dokumentach! - usłyszałem rozzłoszczony głos mojej właścicielki - A sio! - zamachnęła ręką w celu spłoszenia mnie. Miauknąłem żałośnie i zeskoczyłem z biurka, zacząłem się momentalnie zastanawiać jak by ją udobruchać. Pobiegłem do drzwi i zastukałem w nie łapą. Miauczałem przy tym tak okropnie, że mogły pękać uszy. Byłem nieznośny i doskonale o tym wiedziałem.
-A idź do diabła! - warknęła Zuzanna opłakując ostęplowany moimi łapkami arkusz papieru. - Znowu muszę przepisywać! - sytuacja robiła się niebezpieczna, czmychnąłem prędko na podwórko. Jak zwykle, gdy nie miałem co robić kładłem się spać na ceglanym murku, z widokiem na drogę jednak dziś miałem właśnie ochotę na jakieś bardziej urozmaicone popołudnie. Przecisnąłem się przez bramkę i spokojnie pomknąłem w stronę lasu. Było dziś bardzo ciepło, ale nie spotkałem nikogo na rowerach. Wszyscy wypoczywali najwidoczniej nad jeziorem korzystając z ostatnich promieni słonecznych. Złote, czerwone i jasnobrązowe liście witały mnie wesołym szumieniem, odetchnąłem pełnią życia i leniwie powlokłem się w głąb lasu, wiatr lekko muskał moje futerko. Wyciągnąłem pazurki i zacząłem ścierać je na średnio dużym jesionie. Potem zastanowiłem się i wdrapałem na wierzchołek większego drzewa, skąd miałem wspaniały punkt obserwacyjny. Zwykle nie było nic takiego co przyciągałoby uwagę, ale dziś usłyszałem cichą, kocią rozmowę. Zainteresowany spojrzałem w dół, stała tam kotka mojej rasy oraz kocur bengalski. Zastanawiałem się czy mnie zauważą więc zszedłem kilka gałęzi niżej.
-Ładny dziś dzień, prawda? - zagaiła rozmowę samica patrząc w górę.
-Zgodzę się, i taki spokój! - odparłem schodząc z drzewa.
-Jestem Sadza, a to Wolverine - przedstawiła siebie i towarzysza.
-Miło mi was poznać, jestem Stefan. - uśmiechnąłem się, i posłałem kotce serdeczne spojrzenie.
-Stefek - zaśmiał się kocur.
-Nie gardzę tym imieniem, ale zastanawiam się czemu akurat mojej właścicielce tak się umyśliło - zaśmiałem się - Chociaż wolałbym nie mieć na imię Pluszak albo Pusiek.
-Uh, dla kocura tragicznie. - pokiwał głową. - Dobrze, Sadzo, ja uciekam, Telara na mnie czeka.
-Na razie! - pożegnała go samica i usiadła na liściach.
-To ja może nie będę przeszkadzać, muszę przebłagać Zuzę. - powiedziałem po chwili ciszy.
-Nie przeszkadzasz, właśnie miałam pytać czy kumplujesz się z jakimiś kotami.
-A, no jest tam kilka znajomych, nic takiego.
-Mamy tu zorganizowany - ruszyła dalej zachęcając mnie do spacerku. - Znaczy mamy zorganizowane - poprawiła się - Stadko kotów, nosi nazwę "Kocich Tajemnic" - słuchałem jej uważnie nie przerywając.
<Sadzo i co z tym stadem?>