niedziela, 14 kwietnia 2013

Od Tony'ego

Obudziłem się w pełni wypoczęty, a właściwie obudziła mnie Kora. Moja siostra. Walnąłem ją łapą w łeb by sobie poszła, ale ona wtedy wzięła w zęby mój ogon i zrzuciła mnie w szafy <lubię spać wysoko>.
- Debilko! - syknąłem.
- Spadaj! Dzisiaj przyjeżdża jakiś facet! Chce zaadoptować jednego z nas! - cieszyła się.
- Z czego się cieszysz? Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru nigdzie jechać. - burknąłem idąc do miski.
- A ja mam! Podobno mieszka na wsi! Wreszcie coś innego niż tylko wąchać te miejskie spaliny.
- Ta... Jedź sobie. Będzie mi milej. - zaśmiałem się i zacząłem pić. Wtedy po całym domu rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Kora od razu pobiegła tam by zrobić dobre wrażenie. Ja za to specjalnie wszedłem do kuwety.
- Dzień dobry panu. - powiedziała moja pani - Marcelina.
- Dzień dobry. Przyszedłem po kota tak jak się umawialiśmy. Przelew zrobiłem wczoraj. - odparł facet i wszedł do środka. Miał ok. 38 lat, a jego syn <bo był z nim> 16. Kora od razu zaczęła ocierać mu się o nogi, a on wziął ją na ręce.
- To on tato? - odezwał się młody... Zaraz... On!?
- Nie, Arturze. To jest Kora. Druga kotka z miotu. Zaraz znajdę Wam Tony'ego. - powiedziała moja pani. Dla mnie to był znak, że trzeba uciekać. Natychmiast prześlizgnąłem im się pod nogami i wybiegłem na zewnątrz.
- Miau, miau!/Tony wracaj, bo Cię coś przejedzie! - krzyknęła moja siostra lecz ja biegłem dalej. Wtedy poczułem na moim brzuchu parę rąk. Spojrzałem w górę i kogo zobaczyłem? Męża mojej pani, czyli mojego pana.
- Gdzie ty się wybierasz? - zapytał jak zawsze łagodnie. Zacząłem się wyrywać i drapać, ale to nic nie dało.
- Daj go Arturowi kochanie. - powiedziała moja pani.
- Już idę.
Bez zbędnego komentarza skończyło się na tym, że po czułych pożegnaniach zapakowano mnie do <dziwne...> skórzanej torby. Na początku chciałem ją drapać, ale gdy Artur dał mi pasztet uśmiechnąłem się.
Może nie będzie tak źle?

~po dotarciu na miejsce~

Na początku jazdy trochę się darłem, bo było mi niedobrze, ale w końcu zasnąłem <pewnie w tym pasztecie były tabletki lokomocyjne dla zwierząt>.
Obudziłem się akurat, gdy auto zatrzymywało się przy nowych domu. Od razu zostałem wypuszczony i pierwsze co zrobiłem do pobiegłem w krzaki, bo tu nie mam kuwety T^T
- Tato Tony uciekł! - krzyknął Artur.
- To kocur. Pewnie poszedł oznakować tereny. - powiedział ojciec chłopca i wypakował moje rzeczy, czyli: legowisko, zabawki, kocyk, miski i inne akcesoria. - Kochanie wróciliśmy!
- Macie go? - zapytała kobieta wychodząc z domu. To pewnie mama Artura.
- Mamy. - odparli dumnie.
- Gdzie on jest?
- Poszedł... - nie dokończyli, bo pewny siebie zacząłem ocierać się o nogi mamy Artura.
- Jaki on słodki! - wszyscy zaczęli się mną zachwycać i pieścić mnie. O tak... Tutaj mogę zostać do końca życia.

~kilka godzin później~

Siedziałem zamknięty w domu :/ Nudziło mi się więc postanowiłem wyjść. Usiadłem pod drzwiami i zacząłem skrobać pazurkami.
- Chce wyjść. - powiedział Artur wstając z fotela i otwierając mi drzwi.
- Nie wypuszczaj go! Chcesz go zgubić pierwszego dnia!? - wrzasnęła jego matka.
- Wróci... Nie bój się. - powiedział chłopak, a ja wyszedłem.
Nie wiedziałem co zrobić więc ruszyłem przed siebie, aż nagle poczułem znajomy zapach... Zbyt znajomy. Zacząłem biec jego tropem, aż dotarłem do jakiegoś lasu. Tam ujrzałem znajomego mi kocura! Wolverina!
- Wolverine! - wrzasnąłem skacząc na niego. Kocur zwinnie mnie zrzucił. - Nie poznajesz starego kumpla Tony'ego? - zaśmiałem się.
- Tony! - krzyknął przerażony. - Nie! Tylko nie ty!
- Owszem ja... - zaśmiałem się i wtedy dołączyła do nas jakaś kotka.
- Słyszałam krzyki co jest!?
- Nic nie jest! Koniec świata! - rozpaczał Wolverine. Dla jasności. Znamy się jeszcze z mojego starego domu. Mieszkał kilka ulic dalej i zawsze mu dokuczałem.
- Ktoś ty? - zapytała nieufnie kotka.
- Nazywam się Tony. - odparłem równie nieufnie jak i trochę niechętnie. - A ty?

<Skayres, to ty przyszłaś xd>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz