piątek, 12 kwietnia 2013

Od Sadzy - CD historii Linett, Dextera i Betmoth'a

Ech... Cały dzień byłam zajęta oprowadzaniem nowych kotów. Tłumaczyłam im wszystko i przedstawiałam resztę członków. Wróciłam do domu ledwo stojąc na łapach. Po wejściu do środka domu <drzwiczki dla kota> pierwsze co rzuciło mi się w oczy to specjalne 2 specjalne łóżka przybite dość wysoko do ściany w dużym pokoju. Łóżka wyglądają jak zwykle deski, ale ją obszyte specjalnym materiałem. Było już grubo po 23:00, Wolverine pewnie spał w posłaniu u góry. Przypomniało mi się, że Pati mówiła coś o wymianie starych posłań i dodaniu paru nowych, ale zbytnio mnie to na chwilę obecną nie interesowało. Bez wahania wskoczyłam na nie i szybciutko usnęłam.

~nazajutrz~

Poczułam jak ktoś delikatnie muska mnie piórkiem po noski. Niechętnie, ale jednak otworzyłam jedno oko i ujrzałam Patrycje, która piórkami na patyki drażniła mój biedny nosek. Strasznie to łaskotało więc mimowolnie machnęłam łapką, by sobie poszła. Dla niej oznaczało to, że mi się podoba i kontynuowała zabawę. Z czasem na serio się wkręciłam i zaczęłam ganiać jak szalona. Wkrótce Wolverine również dołączył do zabawy. Gdy Pati zamieniła piórka na zabawkowy laser było genialnie. Poświeciła nim na szybę więc, a kiedy tam podbiegłam zauważyłam nową rzecz.
- Miau/Co to? - zapytałam.
- Miau/Nie wiem. - odparł Wolverine.
- Chcecie zobaczyć? - zapytała opiekunka.
- Miau, miau!/Tak, tak! - krzyczeliśmy jednocześnie kręcąc się wokół jej nóg. Dziewczyna otworzyła tylne drzwi (prowadzące do ogródka) co spowodowało, że z euforią wybiegliśmy na zewnątrz.
Oczywiście natychmiast podbiegliśmy do nowego obiektu. Wygląda na to, że to coś w rodzaju zewnętrznego legowiska dla dwóch osób. Ja weszłam na dół, a Wolverine do góry. Mały domek wyglądał tak:

Bardzo mi się spodobał, bo w środku utrzymywał się przyjemny chłód. Gdy wyniuchałam cały domek z dołu, a kocur z góry zamieniliśmy się. U góry było równie dobrze, bo miałam widoki na wszystkie strony.
- Sadza... - zaczął Logan.
- No?
- O której mieliśmy iść na polowanie?
- Nie wiem... Koło 9:00. - odparłam rozkładając się.
- Bo wiesz... Jest 10:00. - zaśmiał się, a ja poderwałam się na łapy.
- Biegnij i powiedz im, że dołączę później. Muszę jeszcze coś załatwić. - Wolverine oczywiście wystrzelił jak z armaty na polowanie. Ja pobiegłam do domu i w pyszczek zabrałam jedną z moich pluszowych zabawek.
Pobiegłam z nią do domku i tam ją zostawiłam. Dziś polowanie miało odbyć się w mieście więc jak najszybciej zmierzyłam w tamtym kierunku.
Biegłam, biegłam, aż nagle na drogę weszła mi jakby nigdy nic jakaś kotka. Widać było, że jest przyzwyczajona do luksusów. Nie zwarzając na nią ruszyłam dalej.
- Heej! Uważaj jak idziesz!- krzyknęła.
- To ty uważaj! Zawsze mogłaś rozejrzeć się czy ktoś przypadkiem nie biegnie... - fuknęłam.
- Pff...- prychnęła, ale milej.
- Jestem Sadza. - powiedziałam niepewnie.
- Linett...
- Miło mi. - odparłam tak sobie z zamiarem dołączenia do reszty stada. Gdy odeszłam kilka metrów dalej kotka zdaje się zauważyła, że mnie nie ma.
- Chwileczkę! - zawołała i znów się cofnęłam. - Nie przeprosisz mnie?
- Przeprosić? Wali Ci? - zaśmiałam się lecz jej nie było do śmiechu.
- Tak przeprosić. - odparła stanowczo.
- Zatem przepraszam szanowną księżniczkę. - ukłoniłam się mówiąc to złośliwym tonem.
- Wrrr... - kotka warknęła i chciała odejść, gdy podbiegł, a właściwie wbiegł na nią jakiś kocur. - Dexter! Jestem przez Ciebie cała z kurzu!
- Problem? - zaśmiał się, a ja z nim. - O... Nie zauważyłem Cię.
- Sadza. - powiedziałam.
- Dexter... Zaraz... To ty masz kocie stado?
- Tak, a co? Chciałbyś dołączyć? Jeżeli chcesz Linett też możesz. Chętnie się z tobą zaprzyjaźnię. - uśmiechnęłam się i wtedy przybiegł kolejny kocur.
- To jest Betmoth. - powiedziała Linett.
- Cześć. Też chcesz dołączyć do stada?

<Linett, Betmoth, Dexter?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz