Gdy Skay wyjadła całe jedzenie zrobiło mi się troszkę żal Logana i podsunęłam mu swoją miskę. Ja i tak muszę schudnąć, a on? To gość, który zasługuje na dobre traktowanie. Po skończonym posiłku wróciliśmy na podwórko. Skayres od razu zaczęła biegać po całym podwórku badając cały teren, za to ja w kilku zwinnych ruchach wskoczyłam na drzewo. Logan powtórzył mój ruch i usiadł naprzeciwko mnie.
- Cieszę się, że dołączyliście do stada. - powiedziałam po pewnym czasie.
- Ja też. Tereny stada są na prawdę przepiękne.
- Szkoda tylko, że mam tak mało członków... - westchnęłam.
- Na pewno z biegiem czasu będzie ich więcej.
- Logan... Jesteś w 100% rasowy?
- No tak... A ty?
- Ja też. - uśmiechnęłam się. - Od kiedy mieszkasz z Magdą?
- Od kociaka... Nawet nie pamiętam swojej rodziny... A Patrycja od kiedy jest twoją właścicielką?
- Gdy się urodziłam ona już była. - powiedziałam tracąc uśmiech.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie tylko... Coś niefajnego mi się przypomniało. - westchnęłam.
- Możesz powiedzieć co jeśli chcesz.
- Em... To długa historia. - zaśmiałam się lekko.
- Mam czas zresztą... Skay jeszcze trochę zajmie szperanie po nowych terenach.
- Heh... No więc urodziłam się tutaj wraz z czwórką rodzeństwa: Skarpetką, Tygryskiem, Olkiem i Krzywołapem. Wiem dziwne imiona, ale Patrycja była jeszcze wtedy dzieckiem. Wracając... Urodziłam się tutaj z nimi i do pierwszego roku życia wszystko było okey. Potem przybyli jacyś ludzie i oświadczyli, że chcą kupić Tygryska. Mama mojej pani zgodziła się. Sytuacja powtórzyła się miesiąc później, gdy jakaś rodzina zaadoptowała Skarpetkę z Krzywołapem. Było mi smutno, ale na szczęście pozostał jeszcze Olek. Niestety kilka tygodni później i on odszedł. Byłam zrozpaczona... Strasznie za nimi tęskniłam, a zwłaszcza za Skarpetką, która była moją jedyną siostrą. Kiedyś przyszli ludzie i oświadczyli, że chcą adoptować mnie. Gdy pakowali mnie do klatki zaczęłam strasznie się drzeć i Patrycja uznała, że chce mnie zatrzymać. To było najlepsze co mogła w życiu dla mnie zrobić. Zostałam razem z mamą, bo tata umarł ze starości. Niestety moje szczęście nie trwało długo... 3 tygodnie temu mamę... Potrącił samochód. Wpadłam w kocią depresję. Nic nie jadłam, chowałam się przed wszystkimi i nie chciałam widzieć nikogo. 2 tygodnie temu przyszedł Wolverine i on postawił mnie na nogi. Dzięki niemu poczułam, że mam po co żyć. - po tych słowach Logan lekko spochmurniał. - Traktuję go jak brata, ale nigdy mu tego nie powiem. On oczywiście dobrze o tym wie... A ty? Jak tam twoja historia? Pamiętasz coś?
<Logan, pamiętasz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz